sex shop, wibrator, dildo, wibratory dla kobiet
sex blog erotyczny
AKTUALNOŚCI
PORADNIK
PROMOCJE
TESTY AKCESORIÓW
PORNOGRAFIA ALTERNATYWNA
WYWIADY
NASZE QUEERONATY
opinie, seks shop

Wibrator Tango – kieszonkowy młot pneumatyczny

Kiedyś gadżety typu „bullet” kojarzyły się z bzyczącymi wibracjami, które powodowały odrętwienie i swędzenie. Ich zasilanie wyczerpywało się w najmniej odpowiednim momencie, a na domiar złego „zegarkowe” baterie trudno było kupić. Na szczęście nadeszła zmiana. Najpierw pojawiła się Mia od LELO ze swoim portem USB i całkiem przyjemnymi, choć nadal średnio intensywnymi wibracjami (w zupełności wystarczającymi dla większości, ale nie dla tych, którzy potrzebują czegoś więcej). Potem nadeszły Salsa i Tango od Standard Innovations (We-Vibe). Rozmiarem nieróżniące się od popularnych pocisków, za to diabelnie mocne i z wbudowanym akumulatorem. Społeczność recenzentów i recenzentek zabawek erotycznych oszalała na ich punkcie. I słusznie.

Salsa (wycofana obecnie z produkcji) i Tango na pierwszy rzut oka wyglądają jak zwykłe pociski sterowane jednym guzikiem na końcu. Jednak przyciśnięcie tego właśnie guzika pokazuje, co w nich takiego wyjątkowego i dlaczego warto w nie zainwestować. Siła ich wibracji jest po prostu niezrównana.

mini wibrator, tango, we-vibe

Dawno, dawno temu...

Dwa lata temu udało mi się kupić wycofywaną już wtedy Salsę (nadal można je dostać, ale patrząc na fakt, że wszystkie leżakowały w magazynach od przynajmniej dwóch lat, nie polecam) i do tej pory był to ulubiony wibrator mojej partnerki. Głęboko penetrujące, skupione i bardzo silne wibracje spodobały się jej do tego stopnia, że wszystkie inne gadżety łechtaczkowe poszły w odstawkę. Wszystko poza Salsą „drażniło” i „swędziało”. Dlatego kiedy zdałam sobie sprawę, że mogę dostać do recenzji nowe, ulepszone Tango (a nie Tango Fun Factory, które pierwsze przyszło mi na myśl) bardzo się ucieszyłam.

Standard Innovations odznacza się na rynku zabawek erotycznych tym, że bardzo dba o zadowolenie klientów. Mają w ofercie zaledwie kilka produktów, ale regularnie je ulepszają (We-Vibe, ich flagowy wibrator ma już czwartą edycję). Tak, więc nasze oczekiwania wobec Tanga były bardzo wysokie. Albo zdetronizuje Salsę jako ulubiony wibrator, albo uznamy je za porażkę.

W wersji 2.0

Nowe Tango, bez owijania w bawełnę, jest wspaniałe. Ma wszystkie zalety poprzedniej generacji: głęboko penetrujące wibracje, eleganckie wykonanie, pełna wodoodporność, uniwersalność (pasuje do standardowych otworów na pocisk w zabawkach Tantusa i Rocks Off) i do tego naprawiono w nim dwie najpoważniejsze wady: czas pracy akumulatora i stabilność ładowarki.

Podczas gdy bateria Salsy (i z tego, co czytałam, poprzedniej wersji Tanga) starczała na jakieś 20, góra 30 minut, a potem urządzenie nie pozwalało się uruchomić, to pisanie tej recenzji musiałyśmy odłożyć, bo nie mogłyśmy rozładować Tanga. Od czasu, kiedy je otrzymałyśmy, do czasu rozpoczęcia pisania tej recenzji ładowałyśmy je zaledwie raz – patrząc na to ile razu było używane (choć za każdym razem po raptem kilka minut), to naprawdę świetny wynik! W dodatku wyeliminowany został problem z uruchamianiem przy niższym poziomie naładowania baterii. Salsa strajkowała, nawet, gdy miała jeszcze sporo sił (przejście na niższy poziom wibracji zawsze wiązało się z ryzykiem, że zabawka się nie uruchomi, choć gdyby nic nie zmieniać wibrowałaby jeszcze długo). Tango można odpalić bez problemu, najwyżej wyłączy się w trakcie. O niskim poziomie baterii ostrzega migająca dioda.

mini wibrator, tango, we-vibe

Zarówno stara jak i nowa ładowarka składa się z dwóch części: kabla zasilającego i nakładki łączącej go magnetycznie z wibratorem. W starej wersji mamy wtyczkę do kontaktu, w nowszej kabel micro USB. Tą zmianę docenią ci, którzy lubią podróżować z zabawkami (wystarczy zabrać końcówkę i ładować Tango z dowolnej ładowarki micro USB). Na szczególną uwagę zasługuje natomiast różnica w kształcie nasadek i sile magnesów. Słabe magnesy starej ładowarki w połączeniu z dużą, półkolistą nasadką sprawiały, że łatwo było przerwać ładowanie. Nowa, mniejsza i spłaszczona nasadka robi to czego od niej oczekujemy – łączy się bez problemu i ładuje bez przerw.

mini wibrator, tango, we-vibe

Pocisk na sterydach

Moje nastawienie do Tanga jest pozytywne, choć, jeszcze za czasów Salsy, moje ciało nie było aż tak entuzjastyczne. To, czego mi brakuje w obu pociskach to poziomów zaczynających się od 0.25. Bardzo intensywne wibracje połączone z koniecznością klikania przez wszystkie ustawienia by zmniejszyć intensywność w trakcie zabawy trochę grają mojej łechtaczce na nerwach. Przyznaję, że jedynym sensownym sposobem żeby zmienić sterowanie byłoby dodanie pilota (drugi guzik nie za bardzo zmieściłby się na podstawie, byłoby za dużo omyłkowych kliknięć, a przyciski z boku nie pozwalałyby na wtykanie Tanga w otwory w dildach i rękawkach). Mam jednak świadomość, że ta technologia nie stoi jeszcze na takim poziomie by pilot działał niezawodnie. W obecnej sytuacji, gdzie najniższa prędkość Tanga to „O k... ale mocne!” pozostaje mi jedynie używanie tricków zapożyczanych od Betty Dodson pokazującej jak zmniejszyć intensywność Hitachi Wand (sic!). Tak – traktuję zabawkę wielkości szminki jak kultowy masażer zasilany z gniazdka.

Takie bowiem jest Tango – od 0 do 100 w sekundę, a potem jeszcze drugie tyle, jak ktoś się pisze na szaloną jazdę. To co dla wielu wibratorów jest granicą możliwości instrukcja obsługi Tanga określa jako „low” – przypomina mi to rozmiarówkę dild Bad Daragona.

mini wibrator, tango, we-vibe

Jeśli jednak zastosuję kilka podstawowych zasad – nie położę Tanga na łechtaczce, póki nie będzie gotowa do zabawy i z początku skorzystam z bufora, na przykład w postaci bielizny, wibrator Tango odwzajemni mi się szybko nadchodzącymi i bardzo, ale to bardzo intensywnymi orgazmami. I w dodatku, w przeciwieństwie do mojego masażera, który dorównuje intensywnością Tangu, nie pozostawi mojej łechtaczki swędzącej i wydrętwionej. Czy są to orgazmy warte prawie dwóch i pół stówy? Tak. W porównaniu do innych, tańszych czy podobnie wycenianych zabawek Tango daje naprawdę unikalne doznania.

Planuję zaopatrzyć się w silikonowe rękawki dla Tanga. Wibracje trochę się rozproszą, trochę umiarkują. Nie obawiam się jednak, że będą zbyt słabe – nie zdarza mi się używać Tanga na prędkościach wyższych od drugiej, więc mam jeszcze sporo zapasu. W dodatku z rękawkiem będę mogła ocenić tryby. Trzy pulsacje i rollcoaster mogę obecnie podziwiać jedynie na dłoni, bo zabawka rozpędza się od zera do maksimum, a to więcej niż mogę znieść.

Komu Tango, komu?

Nie wiem czy polecać Tango osobie, która nie ma doświadczenia z wibratorami. Z jednej strony jest to fajna zabawka, z drugiej nawet ja potrzebowałam czasu, żeby się przyzwyczaić do Salsy. Powiem więc, że o ile ktoś nie szuka czegoś naprawdę silnego to na pierwszy wibrator łechtaczkowy polecę raczej LELO Mia, jako że ta ma większą skalę wibracji.

Jeśli chcesz mocy, ale nie koniecznie skupionej na tak małym obszarze, spróbuj We-Vibe Touch lub Lelo Siri. Wibracje są nieco słabsze, gdyż muszą przebić się przez silikonową skórkę, ale nadal są bardzo silne i głęboko penetrujące.

Jeśli masz ukochane dildo, pierścień na penisa, uprząż lub korek z miejscem na pocisk i chcesz dodać im mocy, to tym prędzej leć po Tango. W lamusie starczy miejsca na wszystkie pociski z bateriami zegarkowymi! (Nie dotyczy zabawek Fun Factory, gdyż one działają na dużo większe pociski.)

Jeśli uważasz, że zabawki, z którymi miałaś wcześniej do czynienia są słabe lub powodują uczucie swędzenia, masz tego dość i chcesz silnych, skupionych w punkcie, ale nie wydrętwiających wibracji, to jasne, leć po Tango. Naprawdę nie pożałujesz!

WILD ORCHID

WIBRATOR TANGO DOSTĘPNY W 2 KOLORACH - W CENIE 239 PLN

Wibrator Tango - różowy Wibrator Tango - niebieski
projekt: anita wasik | realizacja: sgiti | queer sex shop Kinky Winky | © Wszelkie prawa zastrzeżone