sex shop, wibrator, dildo, wibratory dla kobiet
sex blog erotyczny
AKTUALNOŚCI
PORADNIK
PROMOCJE
TESTY AKCESORIÓW
PORNOGRAFIA ALTERNATYWNA
WYWIADY
NASZE QUEERONATY
opinie, seks shop

Czy seks konsensualny istnieje?

Zastanawia mnie popularne ostatnio określenie: seks konsensualny. Tłumacząc potocznie z angielskiego, seks "za zgodą". Czy rzeczywiście istnieje coś takiego? I dlaczego osoby związane z propagowaniem pozytywnej, otwartej seksualności tak często go używają?

Ponieważ słowo konsensualny jest kalką z angielskiego, przytoczę definicję słowa consensual za Cambridge Dictionary, a brzmi ona tak: with the willing agreement of the people involved, czyli z ustaloną/uzgodnioną chęcią zaangażowanych osób. Bardzo podobna jest definicja w Słowniku Języka Polskiego: jest to porozumienie osiągnięte w wyniku dyskusji i kompromisu. I w obu tych definicjach czai się słowo klucz, bez którego nie da się mówić o seksie konsensualnym bez narażenia się na zarzuty, których też jest coraz więcej, że seks za zgodą, to po prostu seks. Że seks niekonsensualny, to zwyczajny gwałt, albo przynajmniej nadużycie czyjegoś zaufania.

konsensualny seks

POGADAJMY O SEKSIE

Jak widać w definicjach, seks konsensualny, nie jest tym samym, co seks za zgodą, bo brakuje mu bardzo ważnego komponentu - umowy, rozmowy, ustalenia. Seks konsensualny to nie seks za zgodą, a wyłącznie seks za ustaloną, omówioną zgodą, a ten nie jest już niestety taki oczywisty. Niby oczywistością dla każdej „pozytywnie rozseksualizowanej” osoby jest fakt, że w seksie nic nie dzieje się bez zgody partnera/partnerów, więc i konsensus w tej kwestii jest pewnego rodzaju podstawą programową każdej partii, która ma ochotę na wspólną zabawę. Ale ile razy zdarzyło się w świecie, że po upojnej sesji któraś ze stron czuła, że naruszone zostały jej granice, że niby nic się nie stało, ale niesmak jest - dzieje się tak częściej w sytuacjach, w których poznaje się nowe osoby, ale i w stałych związkach z długim stażem takie sytuacje nie są rzadkością.

konsensualny seks

NIEWIDZIALNE GRANICE

Sam byłem świadkiem zdarzenia, gdy podczas warsztatu dotyczącego poznawania własnej seksualności, po jednym z ćwiczeń (dla świntuchów wyjaśnienie: chodziło o masaż), w trakcie omawiania zadania, jeden z uczestników (mężczyzna) wyznał, że jego partnerka posunęła się dalej, niż sięgała jego strefa komfortu i poczuł się "trochę zgwałcony", a milczał, żeby nie sprawić jej przykrości. Łzom i przeprosinom nie było końca, bo ona z kolei była przyzwyczajona do tego, że to jej granice są regularnie przekraczane i to ona musi je określać, a nie pytać, o nie partnerów, bo "mężczyzna zawsze chce więcej" - jak widać nie zawsze.

Masaż masażem - na łzach i przeprosinach się skończyło i nie było tragedii, ale w sypialni, czy gdziekolwiek chcecie sobie pofolgować, taka sytuacja oznacza zazwyczaj przynajmniej drobny niesmak i stres w łóżku w przyszłości, ale też często może prowadzić do naprawdę nieprzyjemnych rozmów, po których szanse na miłe zakończenie wieczoru stają się bardzo iluzoryczne. Taka rozmowa często jest wręcz niezbędna, żeby, zwłaszcza z nowym partnerem/ partnerką, czy chcąc poeksperymentować z czymś co bardziej niestandardowym, uniknąć kłopotliwych sytuacji, gdy wsunięty chyłkiem w dupkę palec zabija moment, bo on/ona akurat takiej pieszczoty chorobliwie nie lubi. I na nic wtedy delikatność - moment's gone i tyle. A przecież rozmowę można było przeprowadzić przez przystąpieniem do akcji, albo nawet w trakcie, czyniąc z niej miłą, rozbudzającą wyobraźnię grę wstępną, albo element seksownej szeptanki wprost do ucha obiektu naszych "sex-eksperymentów". Chciałabym, pobawić się Twoimi jajkami, co Ty na to? Czy mogę wylizać Ci cipkę? Masz może ochotę na zmianę pozycji? To pytania, które są przecież jak najbardziej na miejscu. Można je zadać przed, w trakcie, czy po. Wśród osób z większym stażem takich pytań będzie coraz mniej i dotyczyć będą nowości i eksperymentów, tym niemniej rozmowa w seksie, o tym czego chcemy i co lubimy, a zwłaszcza czego nie chcemy, to najbardziej podstawowy element udanej zabawy - bez niej ani rusz.

konsensualny seks

KONTRAKT NA SEKS?

Podczas jednej z moich audycji o BDSM padło pytanie, czy osoby praktykujące bardziej ekstremalny seks nie czują się lepsze od "miłośników wanilii", bo przecież bardziej eksperymentują, są ponoć bardziej wyzwolone. Dr Agata Loewe z Instytutu Pozytywnej Seksualności odparła, o ile pamiętam, że być może niektórzy tak uważają, ale większość nawet się nad tym nie zastanawia i prowadzi swoje życie seksualne, tak jak uważa za stosowne, dając jednocześnie innym prawo do przeżywania własnej seksualności na swój sposób - lubisz wanilię? kochaj się waniliowo :D Moim jednak zdaniem kinksterzy mają coś, co dla miłośników seksu "mainstreamowego" nie jest oczywiste, a powinno być. Kontrakt.

konsensualny seks

CO NAM DAJE BDSM?

Może w trochę przesadzonej formie, bo zazwyczaj kontrakt BDSM-owy nie jest podpisywany (krwią miesięczną, na skórze czarnego kozła), ale pokazała to osławiona książka 50 twarzy Greya, gdzie uległa in spe i jej Pan, oficjalnie ustalają zasady gry. Oczywistością jest, że żeby nie zrobić sobie nawzajem krzywdy, zarówno psychicznej, jak i fizycznej w BDSM-ie potrzebne są pewne reguły, których wszyscy partnerzy danej zabawy będą wspólnie przestrzegać. Więc omawiane są praktyki wskazane, zakazane, hasła i sygnały ostrzegawcze, i przede wszystkim znak, który bezwarunkowo kończy zabawę - wszystko to dla komfortu (dyskomfortu) i bezpieczeństwa wszystkich stron. To jest kontrakt - bez niego zabawa w BDSM może stać się naprawdę niebezpieczna, a nikomu z zaangażowanych raczej nie powinno na tym zależeć. I na tym właśnie polega ta przewaga kinksterów - ONI MUSZĄ MIEĆ KOTRAKT. Innymi słowy: jeśli nie omówią sobie swoich granic przed sesją, ta sesja z dużym prawdopodobieństwem nie uda się. Dlatego rozmawiają. Długo i dużo - starają się zrozumieć drugą stronę, zorientować co jest dla niej przyjemne, a co nie, jak z nią postępować, a co jest absolutnie zakazane - i co więcej - przestrzegają tych reguł. Seks BDSM jest naprawdę konsensualny - uzgodniony i omówiony. Niektórzy twierdzą, że czasami nawet do przesady, ale lepiej jest chyba przesadzić przed seksem z rozmową, niż narazić się na niebezpieczeństwo, czy choćby przykrości w chwili, gdy szukamy uniesień i ekstazy.

W SZPONACH NIEDOMÓWIONEJ TAUTOLOGII

I ta zasada powinna obejmować wszystkich i bez wyjątku. Czy kochamy się pod kołderką, czy urządzamy sobie w lochu krwawą łaźnię. Seks powinien być aktem pełnym uwagi i świadomości granic - naszych i naszych partnerów, a nie da się tego osiągnąć bez szczerej rozmowy, która prowadzi do konsensusu. Reasumując, zwrot seks konsensualny nie jest według mnie tautologią - masłem maślanym. Zakłada jednak istnienie seksu nieomówionego i nieprzedyskutowanego. Seksu, który może być wspaniały, choć w moim odczuciu nie tak pełny i nie tak świadomy, jak ten podczas którego WIEMY, że nie zrobimy NIC, czego nie chcą nasi partnerzy. Nic, co może ich zniechęcić, czy wywołać niesmak. A dzięki temu i my nie boimy się ich potencjalnej negatywnej reakcji, więc naszej zabawie możemy oddawać się z umysłem w pełni wolnym od obaw. Bo przecież od dawna wiadomo, że naprawdę udany seks zaczyna się nie w majtkach, a w głowie :D

PIOTR CYWIŃSKI
trener seksualności
Instytut Pozytywnej Seksualności

projekt: anita wasik | realizacja: sgiti | queer sex shop Kinky Winky | © Wszelkie prawa zastrzeżone