sex shop, wibrator, dildo, wibratory dla kobiet
sex blog erotyczny
AKTUALNOŚCI
PORADNIK
PROMOCJE
TESTY AKCESORIÓW
PORNOGRAFIA ALTERNATYWNA
WYWIADY
NASZE QUEERONATY
opinie, seks shop

Czego dr Kegel nie powiedział nam o mięśniach dna miednicy (bo sam o tym nie wiedział)

Pamiętam kiedy dowiedziałam się, co znaczy słowo „orgazm”. Miałam pewnie z 7 lat i czytałam gazetę „Bravo”, a w niej dział „Trudne pytania” (który nota bene wydaje się z dzisiejszej perspektywy dość kontrowersyjny). W jednym z listów do redakcji pojawiło się nowe dla mnie słowo.

Ponieważ zawsze miałam odruch pytania mamy o wszystko (musiał być rok ‘91-‘92, do zawitania Internetu w Polsce jeszcze ho ho) poszłam spytać i o to. Nie przypomnę sobie, co dokładnie mi odpowiedziała, ale pamiętam, że dostałam bardzo konkretną i wyczerpującą odpowiedź. Pamiętam też, że nie zrobiła ta wiedza na mnie większego wrażenia, w tym sensie, że nie uznałam jej za pobudzającą mnie seksualnie, czy zachęcającą do tzw. seksualnych zachowań ryzykownych. Podobnie było potem ze słowem „mineta” (oglądałam musical Hair – Woof jechał na koniu przez park śpiewając m.in. o dawaniu oralnej rozkoszy kobiecie, a dzięki polskiemu tłumaczeniu mogłam wykrzyknąć, po raz pierwszy i ostatni w życiu, „mama, co to mineta?”) oraz masturbacja (znaczenie tego słowa odkryłam dokładnie wtedy, gdy moja mama przez przypadek odkryła, że się masturbuję i wyjaśniła mi, lekko speszonej, że to naturalne i najważniejsze, to dbać o intymność oraz bezpieczeństwo, czyli nie wkładać niczego do pochwy). Ot, cała rozmowa, która w kilka minut sprawiła, że nigdy nie czułam wyrzutów sumienia z powodu swojego popędu seksualnego, fantazji erotycznych czy kolejnych partnerów seksualnych (tych z miłości, tych z pożądania i tych z imprezy).

Myślę również, że bez cienia przesady mogę powiedzieć, że wszystkie rozmowy o ciele, dojrzewaniu, seksualności i seksie, które odbyłam w domu z mamą sprawiły, że wybrałam taką ścieżkę zawodową, jaką wybrałam – przez 12 lat jako edukatorka seksualna (po wychowaniu seksualnym na UW oraz 10 latach wolontariatu w Grupie Edukatorów Seksualnych PONTON) uczyłam w gimnazjach oraz szkołach ponagimnazjalnych wychowania do życia w rodzinie, a także pracowałam w telefonie zaufania przy Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Natomiast od dwóch lat prowadzę projekt Dobre Ciało – trening mięśni dna miednicy i organizuję warsztaty dla kobiet.

Dlaczego piszę o swoich początkach, których upatruję w stylu wychowania oraz w narracji, która pojawiała się w kontekście seksu u mnie w domu? Ponieważ chyba czas publicznie przyznać, że mogłam nie doceniać tego, co z taką naturalnością od zawsze dawała mi mama – akceptację, szczerość, brak tematów tabu, „domową” edukację seksualną, prezenty z okazji pierwszej miesiączki, wizytę u ginekologa, gdy skończyłam 15 lat i pojawił się pierwszy poważny chłopak i puste mieszkanie gdy podjęliśmy z tym chłopcem decyzję o seksie. A o tym, jak bardzo mi się poszczęściło dowiedziałam się tak naprawdę późno, bo gdy zaczęłam intensywnie pracować z kobietami.

A miało być tak – umiem mówić o seksualności kobiet, mam doświadczenie w pracy z nimi, lubię też sport i mam uprawnienia instruktorskie, więc może zajmę się czymś na wskroś kobiecym – treningiem mięśni dna miednicy. Będę ćwiczyć z kobietami planującymi ciąże, w ciąży oraz w trakcie połogu, a także z tymi, które są w wieku około menopauzalnym i są zagrożone wysiłkowym nietrzymaniem moczu oraz obniżeniem narządów rodnych. Będę ćwiczyć z tymi, którym zależy tylko na profilaktyce powyższych schorzeń oraz na poprawie jakości życia seksualnego oraz z tymi, które mają już jakieś niedomagania. Jeśli moje kompetencje się skończą, wyślę panią do sprawdzonej fizjoterapeutki, koniec. Rzeczywistość jednak okazała się znacznie bardziej złożona, ponieważ zobaczyłam żywe przykłady na to, że to jak nas nauczono traktować i przeżywać swoje ciało oraz seksualność, dramatycznie wpływa na nasze zdrowie i samopoczucie.

Co to konkretnie znaczy? Znaczy to tyle, że jeśli postrzegamy nasze ciało od zawsze jako: nieatrakcyjne/niefajne/brudne/brzydkie/tabu; jako źródło zakazanej przyjemności lub wyłącznie narzędzie do zaspokajania kogoś innego; jeśli nie znosimy swojej miesiączki, wydzielin ciała, włosów w różnych miejscach, własnego zapachu, wyglądu okolic intymnych; wstydzimy się dźwięków jakie wydajmy podczas szczytowania lub w ogóle samego szczytowania (lub jego braku!) to mamy to ZAWSZE zapisane w ciele.

pokochaj ciało

Mamy wciągnięty brzuch, zaciśnięte pośladki i zwieracz zewnętrzny odbytu, zablokowaną miednicę, bóle brzucha, pleców i głowy, zagryzione szczęki, ściśnięte gardło. Boli nas podczas seksu i podczas miesiączki, płytko oddychamy. Albo słabo czujemy siebie „na dole”, albo czujemy że jesteśmy spięte. Im dalej w las, tym więcej objawów. Najczęstsze „historie z brzucha”, jakie słyszę od kobiet, to brak orgazmów, chroniczne bóle, problemy z zajściem i utrzymaniem ciąży, totalna niewiedza na temat tego, co im sprawia erotyczną przyjemność, naprawdę bolesne stosunki i miesiączki, ale też opowieści o nadużyciu. I nie musi to być koniecznie zgwałcenie rozumiane jako brutalny atak… to są często „miękkie” nadużycia ze strony stałego partnera – brak akceptacji ciała i jego reakcji („masz dziwną cipkę”), nadużycia na porodówce („co tak dyszy jak suka”) czy podczas wizyty i lekarza („nietrzymanie moczu? NIETRZYMANIE MOCZU!? U takiej młodej dziewczyny? To niemożliwe i obrzydliwe”, „boli podczas seksu? To się napije winka na rozluźnienie i przestanie boleć hue hue hue”). To wszystko nam się odkłada w ciele! Te słowa matki o wciąganiu brzucha, bo nie znajdziesz chłopaka, te głupoty z czasopism o tym, że każdy seks MUSI się kończyć orgazmem, a im intensywniej będziesz ćwiczyć swoją waginę i mięśnie dna miednicy, tym orgazmy będą silniejsze (kulki gejszy! Wszędzie kulki gejszy, które są nam reklamowane jako panaceum na wszystko, podczas gdy większość kobiet korzysta z nich nieprawidłowo, robiąc sobie najnormalniej w świecie krzywdę nadmiernie spinając mięśnie dna miednicy. Ich podwyższone napięcie NIE jest drogą do super orgazmów! Jest za to drogą do niedomagania mięśnie dna miednicy z ich przetrenowania i może paradoksalnie doprowadzić do wysiłkowego nietrzymania moczu). Te płaskie brzuchy celebrytek w 4 tygodnie po porodzie, ten ciągły nacisk na bycie lepszą wersją siebie, nawet (a może zwłaszcza) podczas miesiączki – „przecież nie pozwolisz żeby Twoje ciało decydowało czy pójdziesz na imprezę, czy nie”. A ja pytam czemu? A któż inny ma decydować, jak nie moje ciało? Te wszystkie głodne kawałki, które słyszmy codziennie od rodziców, koleżanek, partnerów. Bierzemy się w garść, „spinamy tyłki” (dosłownie!) i idziemy do przodu.

A może by się tak zatrzymać? Położyć na chwilę i odetchnąć? Puścić luźno brzuch i rozluźnić szczękę, westchnąć, ziewnąć, sapnąć, przeciągnąć się, położyć sobie ręce w dole brzucha i zacząć spokojnie oddychać torem brzusznym, zrelaksować pośladki i otwory ciała. Pogłaskać brzuch z czułością i być dokładnie taką wersją siebie, jaką jesteś w tym momencie. Zastanowić się co lubisz i na co masz ochotę w kontakcie z własnym ciałem. Jeśli to za trudne zadanie, to przynajmniej określ czego NIE lubisz i NIE chcesz, a reszta powinna przyjść sama jeśli zrobisz na to COŚ miejsce.

Nie wiem dokładnie o czym i w jakich interwałach będę miała ochotę dla Was pisać, ale wiem czego bym nie chciała – kolejnych w Internecie tekstów zaczynających się od „Ty też możesz …. mieć 90-sekundowe orgazmy, płaski brzuch, przerwę między udami, idealną skórę, męża, dzieci i cottonballsy w sypialni”. Bo może to wcale nie jest dla Ciebie i tyle.

Wiem natomiast, że plan mam taki – słuchać kobiet, z którymi spotykam się na sali ćwiczeń oraz prywatne i przekazywać Wam ich/nasze wspólne kobiece historie. Jeśli chcesz podzielić się swoją, napisz do mnie mail na kontakt@dobrecialo.pl

KAMILA RACZYŃSKA-CHOMYN

dobre ciało
projekt: anita wasik | realizacja: sgiti | queer sex shop Kinky Winky | © Wszelkie prawa zastrzeżone