sex shop, wibrator, dildo, wibratory dla kobiet
sex blog erotyczny
AKTUALNOŚCI
PORADNIK
PROMOCJE
TESTY AKCESORIÓW
PORNOGRAFIA ALTERNATYWNA
WYWIADY
NASZE QUEERONATY
opinie, seks shop

Wibrator Miss Bi – mały, a może!

Jeszcze nie tak dawno śmiałam się z Epiphory (popularna amerykańska recenzentka gadżetów erotycznych, przy. Kinky Winky) i jej kompletu 3 wibratorów Mona 2, a teraz patrzcie na mnie! Z gwiazdkami w oczach oglądam zdjęcia jagodowej Miss Bi... Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że drugi egzemplarz tej zabawki trafił do mnie niespodziewanie. W sumie to dobrze się składa, bo daje mi to okazję jeszcze raz przyjrzeć Miss Bi.

Nie będę owijać w bawełnę i recenzję zacznę od konkluzji: Miss Bi to cholernie fajny wibrator. Przez ostatnie pół roku to moja odpowiedź na „jakbyś miała pozbyć się wszystkich zabawek i zostawić tylko jedną”. Dlaczego?

Miss Bi to wyposażony w dwa silniki królik o bardzo ciekawie wyprofilowanym trzonku. Dostępny jest w trzech kolorach – oprócz wspomnianego jagodowego, jest też intensywny błękit i soczysty róż. Wszystkie trzy wizualnie prezentują się bardzo atrakcyjnie – wybór niełatwy.

wibrator miss bi

Uroda zabawki nie wystarczyłaby jednak by zatrzymać mnie na tak długo. Nie przekonałby mnie też gładki, lekko czepiający silikon – w końcu dla Fun Factory materiał najwyższej klasy to standard. Do tego potrzeba czegoś więcej – mocy, wygody i niezawodności.

Dobry wibrator to nie ten, co ma najwięcej obrotów na sekundę, tak samo jak mocniej nie znaczy szybciej. By być przyjemne, wibracje muszą rozchodzić się w głąb ciała. Gdy pozostają na powierzchni, powodują swędzenie i zmniejszenie czucia. Pisałam już o tym w związku z wibratorem Tango. Tak samo jak najmocniejsza malizna na rynku, większy silnik Miss Bi potrafi dać kopa.

Mniejszy silnik jest niestety słabszy, trochę wydrętwiający i sporo głośniejszy. Jest to szczególnie odczuwalne przez skontrastowanie doznań wywołanych przez oba mechanizmy. O tym jednak później.

Przez większość czasu używam Miss Bi jako wibratora łechtaczkowego. Ba! To w zasadzie jedyna zabawka, po którą sięgam w tym celu. Tak się szczęśliwie złożyło, że moja partnerka woli Tango i Salsę – wreszcie koniec z „Jak rozładujesz MOJE zabawki, to przynajmniej je podłącz!”. Podzieliłyśmy się i problem zniknął. Wolę Miss Bi ze względu na to, że ma większą powierzchnię kontaktu, ona wybiera Tango ze względu na precyzyjność.

Jeszcze nigdy nie spotkałam się z zabawką, która byłaby tak blisko gwarantowania mi orgazmu, nie zależnie od wszelkich przeciwności. Czasem zdarza się, że chcemy dojść „z rozsądku” - czy to by złagodzić skurcze menstruacyjne czy oczyścić umysł przed snem. Miss Bi pomaga mi w takich sytuacjach świetnie, bo działa szybko i zdecydowanie, nie irytując mnie swędząco-bzyczącymi wibracjami. Czasem nim zdążę zdecydować jakiej fantazji użyć, nie mówiąc już o budowaniu erotycznego napięcia.

To powiedziawszy, używana zgodnie z instrukcją, Miss Bi sprawdza się ledwie odrobinę gorzej. Trzonek ma wspaniały kształt. Szczególnie, jak jest się płytkim jak ja. Przy zwykłych zabawkach dodatkowe centymetry nie przeszkadzają, ot jest za co złapać. Z królikami nie jest tak prosto – za długie ramię do penetracji i druga część nie sięga do łechtaczki. Z Miss Bi nie mam tego problemu – długość idealna. I złapać jest za co, bo pętla na końcu okazuje się być całkiem wygodna.

Zaostrzony czubek Miss Bi najpierw ułatwia wprowadzenie zabawki, a potem wspaniale skupia na sobie wibracje i dudni nimi w strefę G. Najwięcej frajdy jednak sprawia wybrzuszenie kryjące większy silnik – daje uczucie wypełnienia i wibruje najwrażliwszą część pochwy – wejście. W takiej chwili warto wyjść poza trzy standardowe prędkości i pobawić się trybami wibracji. U Miss Bi są naprawdę fajne! Dużo płynniejsze, bez nudnych pauz i zbyt szybkich przejść od zera do pełnego gazu. To wszystko sprawia, że mogę Fun Factory wybaczyć niedociągnięcia mniejszego silnika. Nie jestem jednak w stanie powstrzymać się od zastanawiania jak by to było, gdyby zastąpić go czymś o parametrach podobnych wspomnianemu Tangu.

Zaglądałam na blogi innych recenzentek i muszę stwierdzić, że tak samo jak ja nie narzekają na to, by Miss Bi kłóciła się z ich anatomią, co bardzo często zdarza się przy wibratorach tego typu. Ta uniwersalność wynika nie tylko z krótszego trzonka, ale też z dość długiej i giętkiej odnogi łechtaczkowej. Wibrator dopasowuje się do anatomii – dla mnie bomba, choć tym, co potrzebują dużego nacisku na łechtaczkę się nie spodoba. Dla równowagi pojawi się w sprzedaży Lady Bi o bardziej tradycyjnych właściwościach – odnoga łechtaczkowa została tu trochę usztywniona, a trzonek wydłużony.

Reszta Miss Bi jest dopracowana do najmniejszych szczegółów. Jak wszystkie wibratory Fun Factory nie boi się wody, więc zarówno zabawa w wannie jak i czyszczenie nie stanowią problemów.

WYTRZYMAŁA BATERIA

Wbudowana bateria trzyma naprawdę długo. Nie zdarza się bym musiała ładować ją częściej niż raz na kilka dni. Przez prawie pół roku intensywnego ładowania i rozładowywania nie zaobserwowałam też spadku wydajności. Z resztą nie spodziewałabym się go – Fun Factory nigdy nie miało problemów tego typu. Solidny, wbudowany akumulator to naprawdę dobra inwestycja – w przeciwnym wypadku karmiłabym Miss Bi co tydzień czteropakiem AA albo dwoma C. Mniej więcej tyle potrzeba na tak intensywne i głębokie wibracje przy zabawce o podobnej wadze. W ciągu ostatnich dziesięciu lat przeszłam od zwykłych paluszków, przez te wielokrotnego użytku do wbudowanych baterii i wierzcie mi nie mam ochoty wracać na stałe. Kabelek USB, który wpinam w adapter gniazdkowy (6 godzin ładowania na laptopie to dla mnie zwykle za długo) to opcja ekonomiczna, ekologiczna i wygodna.

INTUICYJNE STEROWANIE

Układ sterujący składa się z trzech wypukłych, podświetlanych klikających przycisków. Prawie wszystko pomyślane jest tak, by nie musieć nawet czytać instrukcji. Już na pierwszy rzut oka widać, który guzik odpowiada za mniejszy, który za większy silnik. A jak włączyć? Jak wybierzemy źle, to podświetli się „fun” sugerując, że właśnie go chcemy użyć. Do ulotki warto jednak zajrzeć, bo pokazane jest tam jak zablokować Miss Bi, by leżała cicho na czas podróży.

INDYWIDUALNE USTAWIENIA

Jednej jednakże rzeczy nie mogłam się domyślić ani znaleźć w instrukcji. A szkoda! Przez miesiące denerwowało mnie to, że zabawka uruchamia się z oboma silnikami na średnim biegu. Raz, że zawsze preferuję zaczynać od zera, dwa że przez większość czasu używam tylko większego silnika – po co więc odpalać głośny mały tylko po to by go zaraz wyłączać? Cyrk z czterokrotnym przyciskaniem by zacząć zabawę („Fun” „wyłącz mały” „wyłącz duży” „włącz duży na 1”) trwał miesiące. Aż zdecydowałam, że spytam Fun Factory gdzie ta obiecywana programowalność. Okazuje się, że nie kłamali. Miss Bi jest programowalna. Wystarczy wybrać ulubione ustawienia i przycisnąć „Fun” tak długo aż zabawka zareaguje wibracją i diodami. Hurra! Wreszcie Miss Bi działa dokładnie tak jak chcę!

RÓŻNORODNA STYMULACJA

Miss Bi to idealna zabawka dla początkujących. Dlaczego tak myślę, mimo że sceptycznie podchodzę do królików, a szczególnie kupowania królików przez osoby, które nie mają doświadczenia z zabawkami? Zacznijmy od tego, że ponad 3/4 kobiet mających wibrator nie używa go do penetracji. Priorytetem jest stymulacja łechtaczki. I tu Miss Bi króluje. Nie obchodzi mnie co jest napisane na pudełku, ani co twierdzi Fun Factory. Duży silnik tej zabawki to to, co moja łechtaczka lubi. I nie tylko moja – trzy poziomy są na tyle zróżnicowane, że przypadną do gustu ogromnej większości. Stawiam tu Miss Bi na jednej półce z Tangiem (oraz H2O Vibe jak ma być królik) z tym że to drugie oferuje jeszcze intensywniejszą, skupioną w punkcie stymulację.

Większość większością, ale od czasu do czasu fajnie jest dołączyć penetrację – i wtedy mniejszy silnik przydaje się jak znalazł.... a większy nadal robi to co potrafi najlepiej, tylko tym razem na punkcje G i u wejścia do pochwy. Dzięki dosyć miękkiemu silikonowi nie potrzeba jakiejś szczególnej wprawy w manewrowaniu zabawką, jak przy sztywnych gadżetach takich jak dildo Ella.

W dodatku wypustka sprawia, że zabawki można użyć analnie. Co prawda dla osoby, które nie ma doświadczenia z tego rodzaju pieszczotami przyjęcie więcej niż czubka zabawki będzie trudne – wszak średnica dalej przekracza cztery centymetry. Nie mniej jednak nawet taka płytka penetracja połączona z bardzo silnymi wibracjami może stanowić nie lada urozmaicenie. Konkurencją dla Miss Bi może być tutaj niedawno odświeżony Moody. W zamian za drugi silnik mamy tutaj falistą teksturę.

Jedynym poważnym zgrzytem Miss Bi jest to, że niektórym będzie przeszkadzać, że mniejszy silnik ma słabsze, płytsze wibracje. Mogą one okazać się niewystarczające, mogą ginąć przytłoczone mocnymi drganiami głównej części zabawki.

Jak już wspomniałam, moja główna obiekcja do królików, że są anatomicznie specyficzne tutaj zdaje się nie działać. Miss Bi jest naprawdę uniwersalna jak na podwójną zabawkę – przypomina mi w tym H2O Vibe, tylko bez ceregieli z odkręcaniem słuchawki prysznica. A nawet jakby odnoga łechtaczkowa nie sięgała tam, gdzie powinna, to i tak w żaden sposób nie przeszkadzałoby mi to w korzystaniu z Miss Bi tak jak robię to około dziewięciu razy na dziesięć.

WIBRATOR NICZYM... BUTY

Nie raz nie dwa porównywałam zakup zabawek do kupna butów. Ceny podobne – za kilkadziesiąt złotych można kupić trampki (albo wibrator z twardego plastiku). Swoje zadanie spełnią, lepiej lub gorzej – zależy jak trafimy i jak będziemy o nie dbać, ale nie posłużą nam długo, w zimę nie ogrzeją. Koło stu złotych zaczyna się półka standardowa. Więcej możliwości, większa trwałość – odpowiednikiem erotycznym są tu zabawki z silikonu, ale na baterie. Gdy jednak zamierzamy sobie kupić coś na lata, albo coś co da nam poczucie luksusu i sprawi, że będziemy stąpać po obłokach lub sprawić by poczuła się tak bliska nam osoba, wybieramy takie za kilkaset złotych – z gwarancją, od renomowanego producenta, z najlepszych materiałów. Taka jest Miss Bi. To inwestycja w przyjemność.

WILD ORCHID

projekt: anita wasik | realizacja: sgiti | queer sex shop Kinky Winky | © Wszelkie prawa zastrzeżone