sex shop, wibrator, dildo, wibratory dla kobiet
sex blog erotyczny
AKTUALNOŚCI
PORADNIK
PROMOCJE
TESTY AKCESORIÓW
PORNOGRAFIA ALTERNATYWNA
WYWIADY
NASZE QUEERONATY
opinie, seks shop

Recenzja dilda dla par Share Vibe. Część II: Sharing is caring

Ostatnie tygodnie upłynęły mnie i mojej dziewczynie na testowaniu nowego dilda dla par Share Vibe marki Fun Factory (przeczytaj pierwszą część recenzji). Mamy masę nowych spostrzeżeń i mamy nadzieję, że pomogą one zdecydować, czy zabawka jest dla Was, czy może lepiej zainwestować w coś innego.

Jak już wspomniałam w pierwszej części przemyśleń na temat Share – zmiana strap-ona na strapless całkowicie zbiła mnie z pantałyku. Zabawka świetna, atmosfera gorąca, a jak przyszło co do czego, to klapa za klapą. Nie było innego wyjścia jak zwolnić, pozwolić ciału nauczyć się wszystkiego od nowa. I to był strzał w dziesiątkę!

Dildo Share Vibe nie nadaje się do ostrego rżnięcia w stylu „you're my bitch”. Do tego lepiej zostawić dilda mocowane na uprzęży. Fun Factory ma takich kilka, poza tym Kinky Winky oferuje całą gamę cudownych hiszpańskich dild BS is Nice, które na pewno sprawdzą się nie gorzej niż nasz Tantus Acute. Share jest do powolnego, namiętnego kołysania. Bardzo dobrze sprawdza się w pozycjach od tyłu - od łyżeczek po tą, gdzie strona pasywna leży na brzuchu z poduszką pod biodrami. W ogóle poduszki i zwinięte kołdry są wspaniałym dodatkiem do Share, jako że pozwalają na dużo większą kontrolę nad kątem penetracji.

Takie powolne kołysanie sprawia, że cała zabawka pracuje, dzięki czemu nawet jako strona aktywna czuję każdy ruch wewnątrz. To niesamowite uczucie! Przy zwykłym strap-onie rytmiczny nacisk podstawy na łechtaczkę jest oczywiście bardzo przyjemny, nie może jednak równać się z tym, co daje Share. Do tego stopnia, że nie raz, nie dwa założyłam je, gdy mojej partnerki nie było w pobliżu, po to by sobie „powspominać”. Z Share dzieje się naraz tak wiele – ocieranie się o łechtaczkę i nacisk na nią, wibracje, stymulacja mięśni pochwy, które zabawka lekko ciągnie, nacisk na strefę G.... mrrrauuu.

Jasne, że to jak „klin” przypadnie do gustu Waszemu punktowi G zależy od Waszej anatomii, jednakże osoby, które wiedzą, że w tej kwestii lubią nacisk i wypełnienie (a szybkie, mocne pchnięcia nie są dla nich konieczne) powinny przyjrzeć się temu gadżetowi uważniej.

Jednym co zawiodło mnie jest to jak mało spodobała mi się tekstura Share przy penetracji analnej. Patrząc na to, że wiele egzemplarzy zostanie zakupionych z myślą o peggingu jest to smutne. Pierwsza próba odbyła się z nawilżaczem na bazie wody. Na palcach sprawdzał się wyśmienicie, nie mogłam się doczekać na więcej. Zaś w połączeniu z dość chropowatą teksturą zabawki: „Grrr. Nie.” I tyle. Nie wytrzymałam nawet minuty nim stwierdziłam, że z tą częścią ciała damy sobie na tę noc spokój.

Lubrykantu silikonowego nie chciałam ryzykować. Są takie, które można używać z konkretnymi zabawkami silikonowymi, ale znalezienie zgodnej pary opiera się na metodzie prób i błędów. Skoro Fun Factory odradza, to ich posłucham. W końcu to oni są ekspertami w dziedzinie chemii, nie ja.

Jedyne, co pozostało to lubrykant na bazie tłuszczu. Gdyby dildo Share Vibe było strap-onem, zwyczajnie nałożyłybyśmy na niego prezerwatywę i cieszyły się, że poza obejściem problemu z teksturą zaoszczędziłyśmy trochę czasu na dezynfekcji zabawki przed użyciem jej w inny sposób. Ale że nie ma sposobu (a przynajmniej my takiego nie znalazłyśmy) by ogumić Share, to w ruch poszedł olej kokosowy. I ta kombinacja zadziałała. Tłusty lubrykant złagodził fakturę Share na tyle, że przy nie za szybkich pchnięciach analna stymulacja było bardzo przyjemna. Nie aż tak jak przy szkle, którym ostatnio zwykłam rozpieszczać mój tyłek, ale jak na silikon, to cudownie.

W pojedynkę Share Vibe sprawdza się równie dobrze jak we dwoje. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że ciężki klin sprawi, że używanie węższej części jako zwykłego dilda będzie w najlepszym wypadku nieporadne. Bzdura! Przynajmniej w moim przypadku ta zabawka jest fenomenem, jeśli chodzi o zabawy analne solo. Wcześniej zwykłam ich unikać, dlatego, że mimo wielkiej przyjemności, jaką mogłam z nich czerpać, zwykle wiązały się ze skręceniem w paragraf w pozycji, w której dojść mi nie sposób. Z Share Vibe mogę spokojnie położyć się na plecach, wyprostować nogi, mając przy tym obie ręce wolne. Ciężar utrzymuje zabawkę na miejscu, tak bym mogła się lekko na niej kołysać.

Co zabawne, po tak długim czasie Share Vibe jest jeszcze w stanie mnie zaskoczyć. Jak już wspomniałam, wibrujący pocisk dołączony do dilda do słabeuszy nie należy. Wibracje są dużo szybsze, z mniejszą amplitudą (bzyczące) niż u konkurujących We-Vibe Tango czy nawet Lelo Mia (nawiasem mówiąc: żadne z popularnych pocisków nie pasują do otworu w Share). Jednakże pocisk to pocisk i praw fizyki nie jest w stanie oszukać. Lekkiemu wibratorkowi wielkości męskiego kciuka ciężko jest rozbujać sporo ponad ćwierć kilo silikonu. Nie rozwodząc się zbytnio, zdarzyło się, że bateria w Buce (no powiedzcie, że się nie kojarzy ;) ) udała się na zasłużony odpoczynek w bardzo mało odpowiednim momencie. Zrezygnowana zajrzałam do kuferka i moje spojrzenie padło na wibrator, który wieki temu wyciągnęłam z lekko zalatującego gumą rękawa. Ma on baterie, które sprawiają, że zabawki są znacznie cięższe. Przyłożyłam do otworu – weszło – pasuje jak ulał. A wibracje? Cała część dla strony pasywnej się rozedrgała aż po sam czubek. Wniosek: jeśli wolicie mocniejsze wibracje dokupcie do Share'a wibrator z twardego plastiku o średnicy ok. 25 mm. Osobiście wibracje w wersji oryginalnej wystarczają nam w większości wypadków.

Podsumowując, dildo Share Vibe używane zgodnie z przeznaczeniem ma tak naprawdę jedną wadę – opanowanie go zajmuje trochę czasu i wysiłku. Jednakże jego zalety (w szczególności uczucie bliskości jakie daje) w całości wynagradzają poświęconą na początku uwagę. Dlatego gorąco polecam wszystkim cierpliwym, zarówno jeśli chodzi o pary kobiece jak i damsko-męskie.

W dodatku zachęcam też wszystkich, którzy lubią penetrację analną w wersji solo, ale zniechęca ich to jak niewygodnie manewruje się zwykłym dildo. W tej roli Share Vibe sprawdza się także znakomicie.

Odradzam dildo Share Vibe:

  • jeśli strona aktywna nie przepada za penetracją – te 4 cm średnicy czuję bardziej niż 4,5 mojego najmasywniejszego dildo;
  • na szybki numerek: po pierwsze patrz powyżej, ten klin bez odpowiedniego przygotowania nie wejdzie, po drugie wolniejsze pchnięcia są kluczem do sukcesu z Share;
  • pedantom (z kłaczkami nie wygracie);
  • bardzo wrażliwym na fakturę silikonu. U reszty tłusty lubrykant załatwi sprawę;
  • jeśli strona pasywna dumnie nosi etykietkę „size queen”. Trzon jest od klina o 1/3 węższy. Jeśli 3 cm średnicy Was nie zadowolą, to mogę polecić Share XL, w prawdzie nie wibruje, ale ma zabójczą teksturę. Szkoda, że Fun Factory nie zdecydowało się na więcej wariantów rozmiarowych.

WILD ORCHID

projekt: anita wasik | realizacja: sgiti | queer sex shop Kinky Winky | © Wszelkie prawa zastrzeżone