sex shop, wibrator, dildo, wibratory dla kobiet
sex blog erotyczny
AKTUALNOŚCI
PORADNIK
PROMOCJE
TESTY AKCESORIÓW
PORNOGRAFIA ALTERNATYWNA
WYWIADY
NASZE QUEERONATY
opinie, seks shop

Dlaczego nie lubimy naszych cipek?

Czego boją się dzieci? Czarnej wołgi i rózgi pod choinką (choć dziś pewnie raczej braku WiFi...) A czego boją się dorosłe kobiety? Tego, że ich cipka nie będzie dostatecznie CZYSTA i CIASNA.

Te dwa „C” zdają się być zmorą wielu kobiet. Tak wynika z moich rozmów z koleżankami oraz z lektury wielu wpisów na FB w przeróżnych grupach traktujących o szeroko rozumianej kobiecości i seksualności.

A teraz pytane za 100 punktów – kto decyduje czy cipka jest dostatecznie CZYSTA? Najczęściej partner oraz... przemysł kosmetyczny. Ale zacznijmy od początku.

Dlaczego nie lubimy naszych cipek?

Ostatnio przeprowadzam na sobie odważny eksperyment polegający na tym, że do higieny intymnej stosuję wyłącznie ciepłą wodę (zero płynów do higieny intymnej, mydeł, pianek itp.) Zaczęłam o tym rozmawiać z koleżankami, napisałam w kilku miejscach w Internecie i powiem Wam, że reakcją jest głównie szok i lekkie niedowierzanie czy na pewno da się domyć genitalia samą wodą. Kilka kobiet przyznało, że może i by chętnie zrezygnowało ze stosowania „tam” chemii, ale... brak im odwagi (!) I zaczęłam się zastanawiać – kto i kiedy wpadł na szatański pomysł żeby wmówić nam, że cipki są brudne? I to „brudne” na wiele różnych sposobów:

  • są „brudne”, gdy nie są wydepilowane;
  • są „brudne” gdy mamy okres;
  • są „brudne” gdy nie używamy perfumowanych żeli do mycia...
  • ... oraz wkładek higienicznych i podpasek.

Jeszcze za moich czasów (myślę, że jako pani po 30stce mam już prawo do używania tego zwrotu) ta indoktrynacja zaczynała się mniej więcej wtedy, gdy miesiączka. Obecnie na półkach sklepowych znajdziecie perfumowane płyny do higieny intymnej dla dziewczynek przed okresem pokwitania o tyleż znaczącej, co niesmacznej wg mnie nazwie „Baby girl”.

Wśród wielu partnerów seksualnych miałam i takich, którzy uważali, że waginy z założenia są nieczyste, więc nigdy nie byli dawcami przyjemności oralnej (oczywiście jednocześnie oczekując entuzjastycznego fellatio) oraz tacy, którzy tylko pod pewnymi warunkami decydowali się na kontakt swoich ust z kobiecymi genitaliami:

  • 100% depilacji (bo włosy łonowe świadczą o braku higieny);
  • prysznic z detergentami przed (bo wydzielina pochwy jest nieapetyczna);
  • aplikacja słodkiego, smakowego żelu na wargi sromowe (jak wyżej);
  • upłynięcie co najmniej kilku dni od zakończenia miesiączki (bo kontakt z choćby odrobiną krwi miesięcznej jest obrzydliwy).

Serio.

Nie mam wykształcenia medycznego, ale jeszcze z lekcji biologii pamiętam, zapewne to, co i Wy – skóra ma kwaśne pH, okolice intymne u kobiet mają to pH jeszcze kwaśniejsze, a w zdrowej pochwie żyją dobroczynne pałeczki kwasu mlekowego. Każdy detergent ma pH zasadowe. Zatem myjąc okolice intymne choćby i najdelikatniejszym mydłem zaburzamy naturalną ”kwaśną” barierę ochronną, naruszamy błonę śluzową i niszczymy dobroczynną florę bakteryjną. Im bardziej zawzięcie się myjemy, tym bardziej wyjaławiamy ochronną florę bakteryjną i stajemy się narażone na infekcje ginekologiczne. A co robimy gdy zaczyna piec i swędzieć? Myjemy się jeszcze częściej i w ten sposób wpadamy w pętlę, z której najbardziej cieszy się właśnie przemysł kosmetyczny.

Pamiętajmy, że wnętrze pochwy jest najczystszym miejscem naszego ciała. Właśnie dzięki dobroczynnemu działaniu pałeczek kwasu mlekowego nasze cipki są czystsze niż... wnętrze naszych ust! A ich naturalny, lekko kwaśny zapach świadczy o zdrowiu. Więc zamiast wydawać kasę na kolejne kosmetyki intymne uznajmy po prostu, że jest dobrze, tak jak jest. A jeśli nie jest, to pomóc może nam wyłącznie lekarz, a nie kolejne fikuśne mydełko.

Zdaje się, że tematem jeszcze bardziej drażliwym niż czystość pochwy jest jej CIASNOŚĆ.

Do śmiechu przez łzy doprowadzało mnie zawsze przekonanie nastolatków oraz dorosłych mężczyzn, że pod wpływem seksu waginalnego z wieloma partnerami pochwa może się rozciągnąć na tyle, że zaistnieje tzw. zjawisko „rękawa maga”. Nie, nie wymyśliłam tej nazwy sama; dokładnie to usłyszałam jeszcze gdy prowadziłam lekcje wychowania do życia w rodzinie od pewnego licealisty. Powtórzmy jego teorię – kobieta jest w stanie sprowadzić na świat 4-kilogramowe dziecko przez swoją pochwę i zagoić się bez śladu, ale kontakt ze zbyt dużą liczbą penisów rozciągnie ją tak, że będzie „za luźna”.

Serio.

I tu mogłybyśmy skończyć temat, gdyby to była tylko jednorazowa anegdota, ale odkąd prowadzę trening mięśni dna miednicy i rozmawiam z klientkami na temat świadomej aktywacji mięśni pochwy oraz dna miednicy ciągle słyszę o tym, że kobiety zaciskają pochwę tuż przed wprowadzeniem penisa do środka, żeby wydać się partnerowi ciaśniejsze. Z punktu widzenia fizjologii naszych mięśni jest to zupełnie bez sensu. W dużym skrócie – wejście do pochwy otacza mięsień opuszkowo-gąbczasty, którego funkcją jest zwieranie wejścia do pochwy podczas podniecenia seksualnego. Jednym słowem – nasze waginy są tak pięknie i mądrze skonstruowane, że podczas podniecenia i tak stajemy się ciut ciaśniejsze, żeby moment wprowadzenia penisa do pochwy był dla obu stron przyjemniejszy. Dodatkowe intencjonalne zaciskanie mięśni napina nam też cały kombinat mięśni dna miednicy, co może tylko prowadzić do słabszego i mniej satysfakcjonującego orgazmu. Czemu? Bo sam orgazm to intensywne, rytmiczne skurcze mięśni dna miednicy, które będą tym mocniejsze, im większa będzie amplituda tych skurczy.

Inaczej mówiąc – spójrz na swoją rozluźnioną dłoń, a następnie zaciśnij ją w pięść, a po chwili znów rozluźnij i zrób tak kilka razy. Skurcz jest mocniejszy, gdy poprzedza go pełne rozluźnienie. A teraz zaciśnij pięść naprawdę mocno i wyobraź sobie, że to są Twoje, napięte podczas seksu, mięśnie dna miednicy. Gdy zaczniesz szczytować mięśnie nie będą w stanie spiąć się jeszcze mocniej – nie zaciśniesz bardziej już zaciśniętej pięści. Nie masz siły na skurcz, jeśli nie pozwolisz sobie na rozluźnienie. Amplituda skurczy jest za mała, żeby przeszła przez nas fala naprawdę potężnego orgazmu.

Oczywiście - nie czarujmy się - są kobiety, które po porodzie czują się „za luźne” i wyraźnie widzą, że ich seks stał się mniej satysfakcjonujący. Może pamiętacie odważne wyznanie Kim Kardashian o tym, że po porodzie seks z Kanye Westem jest jak „rzucanie parówką po korytarzu” (absolutnie uwielbiam ją za to do bólu szczere porównanie). Jednak w takim wypadku potrzebny jest czas, cierpliwość, a czasem rehabilitacja poporodowa i współpraca z fizjoterapeutą ginekologicznym. Nie róbcie niczego na własną rękę!

Kobiecy seks i orgazm to nic innego jak otwarcie się na partnera, miękkość, przepływ i oddech. Chcę tu być dobrze zrozumiana - jasne, że nie każdy seks musi być „waniliowy” i przynajmniej część nas lubi też mocny/ostry/szybki seks podczas którego sterujemy tempem oraz głębokością penetracji. Warto jednak mieć świadomość, że klucz do orgazmu to niekoniecznie zaciśnięta pochwa, a wraz z nią pośladki i wciągnięty brzuch.

To dobra wiadomość! Teraz tyko trzeba ją puścić w świat, żeby żadna więcej dziewczyna nie usłyszała teorii o rękawie maga (lub ewentualnie, żeby potrafiła żartem odpowiedzieć teorią o być może zbyt chudej różdżce ;)

KAMILA RACZYŃSKA-CHOMYN

dobre ciało
projekt: anita wasik | realizacja: sgiti | queer sex shop Kinky Winky | © Wszelkie prawa zastrzeżone