sex shop, wibrator, dildo, wibratory dla kobiet
sex blog erotyczny
AKTUALNOŚCI
PORADNIK
PROMOCJE
TESTY AKCESORIÓW
PORNOGRAFIA ALTERNATYWNA
WYWIADY
NASZE QUEERONATY
opinie, seks shop

Pozytywna męskość, czyli moja cywińskość

pozytywna męskość

KOSZMARNA BABSKA UŁOMNOŚĆ

Od czego tu zacząć… Może przywalę z grubej rury oświadczając, że nadal pokutuje stereotyp, że męskość jest lepsza, niż kobiecość. A często to widać również u osób nazywających się feministkami i feministami, i mających duży posłuch wśród mediów i innych aktywistów walczących o prawa kobiet. Dlaczego tak uważam? Bo kobieta, która ma świadomość występowania u niej cech uznawanych za męskie, i która umie je rozsądnie wykorzystać, jest zazwyczaj doceniana i postrzegana, jako nieulegająca stereotypom, ale mężczyzna, który akceptuje swoje cechy powszechnie przypisywane kobietom, jest z reguły postrzegany, jako metroseksualny (passe), zniewieściały, słaby, czy pedał... Mało osób dostrzega fakt, że tak jak siła jest w pewnych warunkach zaletą, tak i zaletą jest słabość – słabość, nie jako jakaś koszmarna babska ułomność, tylko jako odwrotność siły... na przykład ugodowość, uległość, wrażliwość, czułość. Weźmy na przykład dbałość o wygląd – kobiety bardzo słusznie wciąż walczą o możliwość funkcjonowania w społeczeństwie w sposób swobodny. Modelki wysyłamy na kuracje odszczuplające, walczymy z krzywdzącym stereotypem wymalowanej wykałaczki w wieku 16-18, jako wzorca i wyznacznika współczesnego kanonu kobiecej urody. Nie chodzi o to, żeby chodzić brudne, nieuczesane i śmierdzące do pracy i po mieście, ale o to, żeby mieć możliwość wyboru. Jeśli nie mam ochoty depilować włosów pod pachami, to jest to mój wybór i nie życzę sobie być oceniana ze względu na busz pod pachami – finito. Nie chcę się malować? Ok. Wolny wybór stawiam na pierwszym miejscu. W skrajnych sytuacjach trochę mi to przypomina walkę o możliwość funkcjonowania, jak ten znienawidzony antywzór polskiego mężczyzny: facete w wifebeaterze, z brzuchem po kolana, browarem w jednej, a pilotem w drugiej przełącza się między TVP 1, a TVP 2 zagubiony w przepastnym fotelu z lat 70-tych, ale znów - ok… Chcemy być nieumalowane, czasem ostentacyjnie niedbające o ubiór, nieoceniane po wyglądzie – bądźmy. Bądźmy tak, jak Ci faceci, którym nikt niczego nie narzuca. I brawo!! Choć dajmy w takim razie trochę luzu panom z brzuszkiem, którzy też chcą żyć po swojemu i siedzieć w fotelu, i nie dbać o siebie i nadal pozostawać mężczyznami.

A teraz druga strona medalu: załóżmy, że jestem facetem, który jednak chce zadbać o wygląd, chce być uczesany, chce mieć wytrymowaną brodę (jeśli mi rośnie wystarczająco bujna), chce ubierać w sposób interesujący, kolorowy. Nie chcę być oceniany przez fakt, że raz na jakiś czas chadzam na manicure (O zgrozo!! – facet w salonie kosmetycznym), że nie mam włosów pod pachami, bo śmierdzą, a chemia kosmetyków doprowadza mnie do bólów głowy, ani przez to, że unikam bezsensownej konfrontacji, szukając ugody i rozmowy z osobami, które „po męsku” usiłują załatwić różne sprawy. Okazuje się nagle, że niewiele osób mnie nie pochwali, a często wręcz przeciwnie – spojrzy z ukosa, jak na swoisty produkt zepsutego świata… może zaakceptuje, patrząc na mnie trochę, jak na dziwadło, ale raczej nie powie: „O… ten to umie postawić na swoim i nie przejmować się stereotypem”. Nawet kobiety walczące raczej nie widzą we mnie potencjalnego partnera, bo przecież nie jestem dość „męski”. Ot, drwal na pokaz, miękka rąsia i tyle. Ja tylko chcę wyzwolić się spod presji bycia „męskim”, a okazuje się, że staję się gorszym, bo nie korzystam z prawa do niedbania o siebie, śmierdzenia, bekania przy obiedzie i debilnego pierdolnięcia pięścią w stół, jak coś mi się nie spodoba.

I ZNÓW POD PRĄD

Bo przecież ambicja - sięganie po coś, czego pożądamy jest w cenie, ale oddawanie tego, co już mamy, i czego nie chcemy, żeby żyć tak jak uważamy za właściwe dla nas, jest zjazdem po drabinie społecznej akceptacji i postrzegane jest, jako ewidentna słabość i degeneracja wartości, zwłaszcza, jeśli większość uznaje, to czego chcemy się pozbyć, za wartościowe i godne podziwu. Drabina wartości społecznych prowadzi nadal ku bezrefleksyjnej agresji, brakowi skrupułów, uniewrażliwieniu i bezemocjonalności tak charakterystycznych dla mężczyzn przez ostatnie wieki. Pęd ku karierze, słuchanie, żeby odpowiedzieć, ubieranie się, żeby zwrócić na siebie uwagę, zarabianie, żeby się popisywać, pigułków na kutasa stanie branie, żeby nie widać było wyniszczających efektów „realizowania się” w tempie naszego rozwijającego się społeczeństwa. A mądrzy faceci, podobnie jak mądre kobiety, chcą mieć możliwość wyboru, chcą mieć możliwość życia bez presji na posiadanie tych cech, czy zachowań i coraz częściej świadomie z nich rezygnują. Niestety, nasze społeczeństwo nadal tak ich pożąda, że wyrzeczenie się ich postrzegane jest jako słabość, a nie siła i ci rozsądni, chcąc nie chcąc, noszą etykietki słabych, kobiecych, niemęskich – jakby bycie „męskim” miało jakąkolwiek realną wartość.

Często nawet feministki dążą do prawa bycia mniej kobiecymi lub bardziej męskimi, jakby to czyniło je lepszymi… A z jakiej racji? A dlaczego feminiści nie dążą do bycia bardziej kobiecymi? Czy to gorsze? Dlaczego feminiści nie walczą o możliwość chodzenia w sukienkach, jak kiedyś postępowe kobiety walczyły o spodnie? Bo bycie kobietą lub kobiecym facetem nadal jest gorzej postrzegane, niż bycie mężczyzną, czy męską kobietą. A prawdziwy feminizm, to przede wszystkim dążenie do możliwości bycia sobą.

NIE CHCĘ BYĆ MĘSKI, CHCĘ BYĆ CYWIŃSKI

A może, żeby być bardziej sobą powinniśmy dziś uznać, że nie istnieją cechy męskie i kobiece. Że nie ma takich przymiotów, nie ma skali porównawczej, wg której można by określić, kto tu nosi spódnicę, a kto spodnie. To oznacza też, że w NAS nie ma cech męskich, ani kobiecych… są wyłącznie cechy ludzkie – charakterystyczne dla LUDZI – bez podziału, który powstał tysiące lat temu i pokutuje nadal choć dziś nie ma już dla niego żadnego uzasadnienia... Jasne, ktoś powie, że jednak kobiety różnią się od mężczyzn i nie ma co z tym dyskutować… A mi nie pozostanie nic innego, jak tylko się zgodzić, bo oczywiście nie odseparuję wpływu społecznego od konstruktu biologicznego… (Innymi słowy każda badana pod kątem występowania jakiejś cechy osoba, jeśli nie jest noworodkiem, jest już od lat wtłaczana w ramy swojej płci, bo przez całe swoje życie jest wychowywana, jako jej przedstawiciel/ka. Czyli chłopiec jest uczony na przykład tego, że nie chłopcy nie płaczą, a dziewczynka, że czegoś tam nie wypada... Czy to oznacza, że brak łez jest cechą męską? Stereotypowo – tak, ale w rzeczywistości, to skąd mamy wiedzieć, skoro już wtłoczyliśmy naszego chłopca w jego życiową rolę? Nazwijmy to na potrzeby tego artykułu „społecznie pożądaną/oczekiwaną cechą płciową – w skrócie SPOCP”). Ale czy skromność, grzeczność i uległość, żeby nie zrobić czegoś, co „nie wypada” jest cechą kobiecą? Jako „SPOCP” - tak… Ale coraz częściej dowiadujemy się, że jednak nie jest ona charakterystyczna dla płci fizycznej – oglądając chociażby filmiki na You Tube, jak w stereotypowo „męski” (kurwa, chuligański i przestępczy, a nie męski) sposób dziewczęta klną, kopią w głowę i wyzywają koleżankę z ławki obok, bo krzywo spojrzała – co jakiś czas możemy pooglądać takie filmiki również w głównych wydaniach serwisów telewizyjnych. Niby nie wypada… a jednak…

pozytywna męskość

Ale żeby też nie być totalnym anarchistą w dziedzinie cech płci podkreślam, że wiem i nie neguję faktu, że pewne ZESPOŁY CECH i WYNIKAJĄCYCH Z NICH ZACHOWAŃ MOGĄ WYSTĘPOWAĆ CZĘŚCIEJ u przedstawicieli jednej płci niż z drugiej, a to wynika z budowy mózgu, odziaływania hormonów i wielu innych czynników czysto biologicznych. Nikt jednak, o ile wiem, nigdy nie stwierdził, że jakakolwiek cecha, czy zachowanie, albo poziom nasilenia którejkolwiek z cech może świadczyć o płci, męskości, czy kobiecości badanej osoby. Wszyscy, i kobiety, i mężczyźni mamy do dyspozycji ten sam zestaw cech i ten sam, jeden jedyny zestaw zachowań – oba ogromne i dlatego tak się między sobą różnimy – ale ich nasilenie (cech) i rodzaj (zachowań) nie określa naszej płci.

Wyzwanie dla obrońców stereotypu: Wyzywam Was, podajcie mi jedną cechę lub zachowanie typowe dla jednej płci, a ja wykażę Wam, że czasem może występować u drugiej, w najmniejszym stopniu nie wpływając na jej odbiór (nie umniejszając lub nie wywyższając jej).

Jak już to ogarnęliśmy, to pogódźmy się z faktem (bo ciężko jest wyłączyć myślenie binarne, którego uczą nas od urodzenia), że będąc kobietą (fizycznie, społecznie, itp) mamy mnóstwo cech „męskich”, również tych uznawanych za złe i negatywne, np. agresja, a będąc mężczyzną mamy mnóstwo cech „kobiecych”, również tych przypisywanych kobietom, żeby podkreślić ich słabości, jak na przykład legendarna nieumiejętność odróżniania stron lewej od prawej. I że można być stuprocentową kobietą mając silnie uwidaczniające się cechy „męskie” na przykład będąc nadzwyczaj ambitną i stuprocentowym mężczyzną mając wyraźne cechy, czy zachowania przypisywane zazwyczaj kobietom, np. będąc opiekuńczym, wrażliwym, czy naprawdę nie umiejąc wjechać do tego cholernego garażu bez obcierki.

NA ROZSTAJU DRÓG

A po co ja to wszystko piszę? Bo chcę opisać Wam swoje wyobrażenie prawdziwej pozytywnej męskości, którą mam wrażenie ciężko odnaleźć, zarówno mężczyznom, jak i kobietom. Z jednej strony odbierane są nam wyróżniki, jak zarabianie, przewodzenie, monopol na rację, siła, z drugiej nie jest nam łatwo się przyznać, że chcemy być wrażliwi, opiekuńczy, umieć przyznać się do bezradności, czy odpuścić. A… i te kobiety… Z jednej strony chcą nam zabrać nasze cenne wyróżniki – insygnia wielowiekowej władzy, ale też nie do końca chcą mieć w domach istoty równe sobie: czasem odpuszczających sobie wrażliwców. Coraz częściej zatem dochodzę do wniosku, że w kwestii męskości jesteśmy na rozstaju – nie wiemy jacy chcemy być, bo zbyt silnie są w nas jeszcze zakorzenione stereotypy poprzednich lat, ale też mamy niespójne sygnały od kobiet, które również nie mają pojęcia, czy potrzebują mężczyzny współczesnego, świadomego i myślącego, czy tego, o którym piszą w książkach i babcie opowiadały na dobranoc: przesilnego, działającego odruchowo i często bezrefleksyjnego.

STEREOTYPOWI MÓWIĘ: NIE!

Problem z koncepcją pozytywnej męskości polega na kółku, które nasza patriarchalna kultura sobie sama stworzyła... Mianowicie nasz dziadek był męski, jak zdobywał pożywienie, zabijał wroga, był podziwiany we wsi, w rodzinie, miał synów i szablę i zacnie nią władał... Kobiety, poza nielicznymi wyjątkami, zajmowały wyznaczoną im, pomniejszą rolę szyi rodziny (te co bardziej "męskie"), opiekunki domowego ogniska, kuchty, rodzicielki, mamki i nauczycielki... Aż przyszła zmiana, oświecenie, czy jakkolwiek to nazwać. Trwało to bardzo długo i okazało się, ku naszej męskiej rozpaczy, że kobiety umieją, mogą i chcą robić to samo co mężczyźni i tak samo się zachowywać (Nie chcę wchodzić w porównania, bo uważam definiowanie męskości w opozycji do kobiecości i vice versa za debilizm (tu przepraszam dotkniętych i dotknięte) i często zdarza mi się delikatnie zwracać uwagę wszelkiej maści Barbarellom - czytaj: Joannie Keszce – prekursorce radosnej seksualności, skręcającej mocno w kierunku coraz silniejszego seksizmu przeciw mężczyznom - i innym, że chyba nie tędy droga.). Ba, okazało się, że na dobrą sprawę powinny mieć takie same prawa, pensje, przywileje i wszystko inne, łącznie z nieograniczonym prawem do postępowania nieodpowiedzialnie, nieroztropnie i frywolnie. I zaczęły wypracowywać sobie te prawa (a niektóre nawet wywalczać). Okazało się, że kobiety mogą i część z nich nawet powinna być „męska”...

pozytywna męskość

No a faceci...? Po wiekach funkcjonowania w scenografii podziału na męskie - niemęskie, nagle okazuje się, że żeby być naprawdę męskim TRZEBA stać się "kobiecym"... I tu nagle zaczyna się tragedia... Po pierwsze, jak to? Ja facet z krwi i kości mam stać się "kobiecy"? jak mam okazywać słabość? Jak to nauczyć się odpuszczać? Jak to nie musieć być zawsze pierwszy??? A po drugie, co niestety jeszcze dość często się zdarza: Jak to? Ty nie możesz płakać, Ty nie możesz okazywać słabości - jesteś dupa nie facet. Nie będę z mazgajem - bo panie, tak jak i panowie mają problem z tym, że pozytywny, prawdziwy mężczyzna, to facet, który ma mnóstwo cech "kobiecych" i dobrze się z tym czuje... Faceci nie dość, że czują presję związaną z własnym wyobrażeniem o męskości, to jeszcze muszą go na co dzień konfrontować z oczekiwaniami wyzwolonych kobiet, które chcą mieć w domu czułego barbarzyńcę… Czułego, gdy trzeba słuchać, czy opiekować się dzieckiem, a barbarzyńcę, gdy trzeba zarabiać, bronić… no i czasem w sypialni… Straszny mętlik w głowach i tak już skołowanych mężczyzn…

A prawda jest taka, że tak jak kobiety musiały sobie mnóstwo rzeczy wywalczyć, tak mężczyźni muszą sobie mnóstwo rzeczy odpuścić. Prawdziwa, pozytywna kobieta jak gdyby wchodziła przez ostatnie lata po schodach, zdobywając kolejne należne jej prawa do bycia kim chce i patrząc na swoją drogę mogła pomyśleć "Już blisko szczyt". A mężczyzna, żeby móc stać się prawdziwym, pozytywnym mężczyzną musi odpuścić... Zacząć schodzić z tych cholernych schodów, na które wrzucił go stereotyp, dziadek, ojciec, ale i babcia i matka. Gdzie na szczycie schodów jest wyobrażenie faceta, jako niewzruszonego bohatera, co to zamknie oczy pójdzie walczyć za... wszystko; co nie zapłacze, niczego się nie ulęknie, co musi być zaradny, zamożny, dom wybudować, spłodzić syna - on musi to wszystko oddać.... Przestać być nieistniejącym bohaterem z telenoweli, a zacząć być człowiekiem... ze swoimi słabościami, niedoskonałościami, z wyrozumiałością wobec innych, ale i siebie... Moim zdaniem prawdziwy mężczyzna musi oddać mnóstwo wyobrażeń o sobie, żeby stać się naprawdę prawdziwym... A tak ciężko jest samemu zejść z piedestału, choćby nawet był tylko wyobrażony.

PRAWDZIWA MĘSKOŚĆ - CYWIŃSKOŚĆ… KOWALSKOŚĆ, NOWAKOWOŚĆ

Prawdziwa, pozytywna męskość polega na uświadomieniu sobie – PRZEZ OBIE PŁCIE, że nie istnieje podział na cechy kobiece i męskie (kobiety nie musiały tego robić, bo stereotyp nadal jest taki, że cechy męskie są lepsze i bardziej pożądane w większości, więc bycie bardziej męską było poniekąd fałszywie nobilitujące, a stawanie się bardziej kobiecym jest nadal postrzegane, jako upadek). Że każdy mężczyzna ma do dyspozycji zestaw cech taki sam, jak każda kobieta - każdy człowiek, i że te, które są charakterystyczne dla niego, stanowią o jego wyjątkowości. Nie należy ich zwalczać, jeśli są zbyt "kobiece". Że być męskim, znaczy być człowiekiem z krwi i kości, tu i teraz, nie dążyć do nieosiągalnych, sztucznie wykreowanych ideałów żołnierza, powstańca, sportowca, prezydenta, pierwszego z pierwszych, silnego wśród silnych, "najmężniejszego z mężnych i męskich", bo po pierwsze - nieliczne sukcesy osiągane są zazwyczaj przez wyprane z uczuć roboty do zdobywania kolejnych szczebli ich własnych i cudzych wyobrażeń, a po drugie porażki produkują frustratów wyżywających się na sobie i innych. Że być męskim nie znaczy być macho (bo macho, drodzy panowie i panie, z męskością ma tyle wspólnego co lukrowane gówno z tortem), nie znaczy nie płakać, nie znaczy nie być czułym, otwartym, współczującym i wrażliwym. Że słabość uświadomiona jest nie porażką, tylko siłą, którą należy w sobie pielęgnować lub kontrolować, a nie zwalczać na siłę lub chować za fasadą agresji i przebojowości. Że oczekiwania ojca, dziadka, ale i babci, mamy i żony mogą, choć nie muszą, powielać wzorzec i stereotyp, który szkodzi bardziej, niż zaspokaja autentyczne potrzeby. Że prawdziwy mężczyzna nic nie musi, ale są rzeczy, które fajnie, żeby chciał.

I co najważniejsze, dlatego dałem to na koniec, że synów należy kochać, być z nimi blisko, czule i ze zrozumieniem dla ich zwątpień, słabości, miłości, rozczarowań. Często ich przytulać, często z nimi rozmawiać, dawać im przykład, że prawdziwego mężczyznę rozpoznaje się po jego stosunku do siebie samego i do innych. Po tym jak przytulają synów, jak ich trzymają na kolanach, jak uczą ich dobrego dotyku, dobrego słowa i dobrych myśli. Jak uczą ich dzielić się swoimi uczuciami i myślami. Jak uczą ich dialogu, a nie konfrontacji, szacunku, a nie pogardy, zrozumienia, a nie uporu. Po tym, jak opiekują się słabszymi i po tym jak rozmawiają z tym silnymi. Po tym jakimi są mężami, partnerami, synami, rodzicami i przyjaciółmi.

Dla nas jest już w zasadzie zbyt późno... Skoro umiemy pisać i czytać, to jest mocno prawdopodobne, że jesteśmy już w takim wieku, że nam nasi ojcowie tego nie dali, ale to jest najważniejsze moim zdaniem, bo my mamy szansę przekazać naszym synom to, czego równoważnik daje dziś coraz więcej matek swoim córkom. Coraz większe wyzwolenie się ze stereotypowych ról i postaw. I zrozumienie, że bycie prawdziwym mężczyzną, czy kobietą nie ma nic wspólnego z tym, czego od wieków uczyły nas rodziny, książki, a teraz telewizja i Internet. Że bycie prawdziwym zaczyna się od siebie, a kończy na sobie. A reszta jest zajebistym wynikiem zaakceptowania się takim, jakim się po prostu jest.

PIOTR CYWIŃSKI
trener seksualności
Instytut Pozytywnej Seksualności

projekt: anita wasik | realizacja: sgiti | queer sex shop Kinky Winky | © Wszelkie prawa zastrzeżone