sex shop, wibrator, dildo, wibratory dla kobiet
sex blog erotyczny
AKTUALNOŚCI
PORADNIK
PROMOCJE
TESTY AKCESORIÓW
PORNOGRAFIA ALTERNATYWNA
WYWIADY
NASZE QUEERONATY
opinie, seks shop

Jak uniknąć zdrady, czyli zdrada na kontrolowanym

Sprawdzanie SMS-ów, maili, konta na Facebooku, wypytywanie, odwożenie partnera wszędzie, żeby mieć pewność, że idzie do biura, a nie na schadzkę… Wiem, że ludzie robią sobie takie rzeczy, ale to musi być strasznie męczące i zabiera masę energii (Bogdan de Barbaro, Kochaj wystarczająco dobrze).

zdrada, poradnik

W ciągu ostatnich tygodni/miesięcy popularne magazyny drukowane i internetowe poświęcały wiele powierzchni i myśli pojęciom takim jak zdrada kontrolowana, mikrozdrada, zdrada w fantazjach, i w ogóle zdradzie jako takiej. Czy to rodzinna atmosfera świąt Bożego Narodzenia, czy walentynki, a może kolejna odsłona blockbustera? (Nie wiem, nie interesuję się) – czarnego konia ze stajni Grey’a, grunt, że na tapet wyszła niewierność. Okazuje się, że za zdradę jesteśmy w stanie uznać absolutnie wszystko, co nam przyjdzie do głowy. Cytując jeden z bardziej popularnych magazynów internetowych oto jak kształtuje się nasz, polski pogląd na zdradę1:

  • oglądanie w pojedynkę filmów pornograficznych (6% mężczyzn, 22% kobiet) lub seks-kamerki innej osoby (13% mężczyzn, 47% kobiet)
  • kolacja z osobą, która nam się podoba (43% mężczyzn, 62% kobiet)
  • posiadanie bliskiej przyjaciółki/przyjaciela w pracy (29% mężczyzn, 33% kobiet)
  • posiadanie profilu w serwisie randkowym (68% mężczyzn, 83% kobiet)
  • sexting (wysyłanie seks-wiadomości) z inną sobą (75% mężczyzn, 84% kobiet)
  • wysyłanie innej osobie wyzywających zdjęć (75% mężczyzn, 91% kobiet)
  • śledzenie byłej/byłego w mediach społecznościowych (15% kobiet i mężczyzn)

Dodajmy do tego jeszcze fakt, że masturbacja jest przez wiele osób postrzegana, jako forma zdrady, a też wiele osób ma wyrzuty sumienia, gdy pokątnie zabawia się sama ze sobą, a nie składa średnio satysfakcjonującą ofiarę na ołtarzu seksualnego pożycia w parze (dlaczego średnio? Ano dlatego, że wg badań prof. Izdebskiego Seksualność Polaków 2017 jedynie 42% naszych rodaków i rodaczek jest usatysfakcjonowanych swoim życiem seksualnym).

OCZY DOOKOŁA GŁOWY

Niedawno też w Cosmo napisali, przepisując absurdalne tezy, tego, czy innego pseudoeksperta publikowane w australijskim Huffington Post (a też inni się wypowiadali, np. Martin Graff z Uniwersytetu Południowej Walii w Cardiff, czy Melanie Schilling z Australii), że mikrozdrada w dobie mediów społecznościowych jest nowej jakości zagrożeniem, bo choć uwodzicielskie spojrzenie przystojnemu bariście w oczy, czy chętne skorzystanie z pomocy uprzejmego urzędnika w ZUS’ie, to też oznaka mikrozdrady, tyle, że tej oldskulowej, to Facebook, Instagram, Tinder i milion innych portali i aplikacji, to ogromne pole do popisu mikroniewiernych partnerów. Wychodzi na to, że teraz, żeby być pewnym mikro i makro wierności partnera (bo przecież, jak sugerują media, w zasadzie tylko faceci zdradzają) należało by, i tu znów cytat, „złotą klatkę sprawić mu”. Opleść od góry do dołu, kontrolować każdą aktywność w Internecie, w pracy, siedzieć na mailu, w telefonie, tablecie i w głowie. Paranoiczne materiały o patologicznej kontroli wydają się coraz częściej znajdować zrozumienie czytelników, wciąż bombardowanych przekazami o błogosławionej monogamii, wierności aż po grób, zapatrzeniu w partnerkę, jak w obrazek i byciu dla niego (no dobra, dla niej też) całym światem. I czytelnicy wierzą. Zapominają, albo w ogóle nie dowiadują się, że takie ideały to nic innego, jak brak wszystkiego, co dobre i zdrowe w związku: szczerości, zrozumienia, zdrowo pojmowanej wolności, która choć jesteśmy razem pozwala nam zachować odrębną osobowość, zainteresowania, przyjaźnie, czy nawet niewinne (a czasem nawet winne (sic!)) flirty. Pojęcie mikrozdrady, jak napisała swojego czasu Natalia Grubizna, bardziej znana jako Proseksualna, jest „bardzo szkodliwym pojęciem, zachęcając do (wcale nie takiej mikro) przemocy wobec drugiej osoby. Na dodatek niweluje aspekt zaufania, które powinno być podstawą każdego związku. Bezpodstawnie wyostrza naszą uwagę i każde doszukiwać się drugiego dna w zachowaniach, które są normalne”.

zdrada, poradnik

MULTIZDRADA – I CHLEBA NASZEGO POWSZEDNIEGO

No dobra, mikrozdrada to radosna twórczość ludzi nie do końca wiedzących, co w trawie piszczy i jak się zabrać do budowania zdrowego, trwałego związku oraz pustych, dziennikarskich dzwonów, które odbijają dźwięki byłe głośniej i mocniej, co przekłada się na zyski wyciągane prosto z kieszeni tych, którzy naprawdę szukają porady, a dostają miał... „Masz problemy z wiernością, gdy szukasz dodatkowego kontaktu z interesującym Cię mężczyzną...” – piekło i szatani na nich!

A co w takim razie ze zdradą kontrolowaną? Co ze zdradą w ogóle? Czy naprawdę pocałunek z inną osobą, niż ta z która jesteś w związku jest już zdradą? Czy trzeba wymieniać płyny ustrojowe, jak pisze kobieta.pl? A co z trzymaniem się za ręce, wymianą sprośnych wiadomości, czy nie daj boże zdjęć. Czy w naszym kraju o jedynym słusznym i powszechnie obowiązującym światopoglądzie, gdzie masturbacja jest grzechem, a kontrola urodzeń występkiem przeciwko moralności, dopuszczamy myśl o zdradzie? Moja odpowiedź brzmi nie. A jednak zdradzamy. I to na potęgę – według dziennika Rzeczpospolita w 2015 roku, 46% mężczyzn i (uwaga, kobiety nie pozostają bardzo w tyle) 32% kobiet przyznało się w badaniu do kontaktów pozamałżeńskich. Co ciekawe, jeśli by nałożyć na te dane informację o najczęstszych przyczynach rozwodów w Polsce w tym samym okresie, to niewierność małżeńska zajmuje co prawda niechlubne drugie miejsce w szeregu, ale stanowi zaledwie niewielki ułamek rozstań – 5 tys. na 67 tys. rozwodów to mikre 7%. Pytanie tylko, czy tak dobrze ukrywamy nasze niecne postępki, czy też jesteśmy skłonni wybaczać? To statystyki dotyczące związków sformalizowanych, a co w nieformalnych? Z definicji związków nieformalnych zakładam, że sodoma i gomora.

zdrada, poradnik

WNIOSEK: ZDRADA JEST ZJAWISKIEM POWSZECHNYM

A czym jest zdrada? I znów - tyle definicji, ile osób wyrażających opinię - zdradzających i zdradzonych, plus Ci wszyscy (a garstka ich najwyraźniej), którzy nie zdradzili, nie byli zdradzeni – choć nie mają doświadczenia, ich głos powinien być wysłuchany. Począwszy od „myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”, czyli w zasadzie od wszystkiego z mikrozdradką na czele, po naprawdę ciężkie rzeczy, takie jak: „Kochanie, poznaj swoją następczynię. Do widzenia”. Jednak niezależnie od naszego podejścia, niezależnie, czy zdradę wybaczymy, czy nie, czy uda się odbudować związek, czy „adios, sajonara, było bon, ale pa”, zdrady łączy jedna wspólna cecha: złamanie pewnej umowy. Nie umowy, którą składamy w kościele, czy przed urzędnikiem stanu cywilnego, nie umowy, że będę Ci wierny po wsze czasy i na zawsze, i już dziś wiem, że to do ostatniej kropli krwi. To złamanie umowy, którą składamy sobie co rano. Umowy, która w związkach formalnych, czy nie, hetero, czy nie hetero, jest jak sok z marchwi - ma jednodniowy czas przydatności do spożycia. Umowy, którą odnawia się codziennie, w kółko 365 dni w roku. Umowy, która nie jest zawierana na życie, dekadę, rok, czy nawet miesiąc, tylko takiej, która jest podpisywana w każdej chwili trwania związku poprzez sam fakt jego istnienia. Umowy, która mówi, że nie chcę Cię ranić, chcę być z Tobą i nie zawiodę Twojego zaufania. Ta umowa nie dotyczy tylko innych ludzi, nie dotyczy tylko pieniędzy, ta umowa dotyczy absolutnie wszystkich aspektów życia. Jest ona renegocjowana poprzez rozmowy, poprzez umiejętność wzajemnego komunikowania się i porozumienia. Ta umowa kształtuje się i zmienia dzięki umiejętności słuchania i mówienia, dzięki wzajemnemu zaufaniu i wspólnej chęci, żeby żyć razem. I tak jak każda umowa, żeby nikt nie był poszkodowany i zawiedziony, może i powinna być dyskutowana i być może zmieniana za każdym razem, gdy w jakiś poważny sposób zmienią się warunki, okoliczności, czy oczekiwania sygnatariuszy. Takie umowy powinny obowiązywać w każdej zdrowej relacji. A nie przysięganie przez 20-latków, że będę taki/taka przez kolejne 50 lat. Przysięga powinna brzmieć: „...i że porozmawiam z Tobą o chęci zmiany części umowy”.

zdrada, poradnik

ZAUFAJ MI... UFF... UFF...

Zdrada to mocne słowo i większość ludzi używa go, gdy zachowanie partnera odnosi się do naruszenia zasad wierności partnerskiej, czy to na poziomie fizycznym, czy emocjonalnym, a jak się okazuje niektórzy redaktorzy pism, a jakże, poczytnych, nawet gdy nam się palec na FB omsknie, czy oko zbyt długo na kimś zawiesi. Ale przecież historia nas uczy, że zdrajców było mnóstwo i nie zawsze zdrada odnosi się do związku miłosnego dwóch (czy więcej, dla niemonogamistów) osób. Zdrajcą był targowiczanin, zdrajcą Kmicic, czy tam Babinicz. Zdradzić można tajemnicę i niekochany kraj. Zdrada to nieoczekiwana zmiana frontu, czy występek przeciw jakiejś zawartej wcześniej umowie, gdzie druga strona nie tylko ponosi szkody, ale też uszczerbku doznaje jej zaufanie do zdradzającego. I to jest właśnie słowo klucz – ZAUFANIE. To właśnie jest ta podstawa, na której powinniśmy budować prawdziwie zdrową, pełną szacunku relację i dbać, żeby w możliwie najmniejszym stopniu, wystawiać to zaufanie na próbę.

Po pierwsze nie kłamać. Kłamstwo, czyli po prostu odstępstwo od prawdy, ale też czasem rozumiane, jako brak otwartego poinformowania o czymś istotnym dla partnera/ki, czy relacji, jak np. niepoinformowanie o byciu nałogowcem, gdy wchodzi się w nową relację. Kłamstwo, czy zatajenie jest co prawda najczęściej chęcią ukrycia tego, że nam samym jest ze sobą źle, że nie lubimy, czy nie podoba nam się to, co zrobiliśmy i boimy się, że druga osoba oceni nas i stracimy w jej oczach. Ale bądźmy realistami, jak będziemy łgać, to partner, czy partnerka będzie kochać, doceniać, podziwiać nie nas, takich jacy jesteśmy, tylko obrazek, jaki jej/jemu serwujemy, wyidealizowany, nieprawdziwy i co gorsza niemożliwy do utrzymania. Fałsz jest budowany na gównianych podstawach i choćby był wielki, piękny i misterny, rodem z księgi Guinessa, przyjdzie czas, że rozsypie się jak domek z kart, grzebiąc pod całkiem realnymi gruzami... zaufanie.

Po drugie być lojalnym. Lojalność, jest grą do wspólnej bramki, to ustawianie wspólnego frontu, bycie razem w sytuacji, gdy któreś z parterów jest czymś zagrożone, zaniepokojone, czy potrzebuje pomocy lub wsparcia. To pomoc i wsparcie, nie tylko wtedy, gdy sytuacja stała się trudna, ale właśnie wtedy, gdy to drugie popełniło ewidentny błąd. Lojalni partnerzy najpierw redukują szkody, a później nakłaniają do refleksji i wyciągania wniosków. To powrót do domu z wyjazdu na ryby, gdy ona lub on zadzwoni i poprosi o to. I nawet nie musi mówić, że stało się coś tak ważnego, że tę prośbę o rezygnację w wyjazdu usprawiedliwia, bo przecież, gdyby się nie stało, to taka prośba nigdy by nie padła. To wspólne dawanie odporu, gdy teść, czy teściowa z lekką pogardą patrzą na speszonego wybranka, czy wybrankę i wyraźnie dają do zrozumienia, że choć oczywiście popierają, to zupełnie nie rozumieją życiowych wyborów dziecka. To daje poczucie wspólnoty, siły i buduje zaufanie. Brak lojalności buduje niepewność, strach i czujność, która ma za zadanie uchronić nas przed kolejnym niespodziewanym ciosem.

Po trzecie nie zdradzać. Tu mam na myśli osoby trzecie, czwarte, piąte, w wymiarze fizycznym i emocjonalnym. Pocałunek? Fascynacja? Przyjaźń? Spojrzenie bariście w oczy, czy na granicy molestowania rzut oka na rozporek? Wspólne z kimś zainteresowania i spędzanie czasu? Seks? A może tylko oralny? A czy zdradą jest pójście do łóżka z kimś z listy „Pięciu Sławnych Osób, z Którymi Mogę Bezkarnie Pójść Do Łóżka”? Nie wiem... Zdrada w tym znaczeniu dla każdego będzie leżała gdzie indziej. Bo tak jak kłamstwo, czy zatajenie, a nawet nielojalność są (choć nie zawsze) dość łatwe do zdefiniowania, to dla jednych, zwłaszcza tych o niskiej samoocenie i dziennikarzy Cosmo, już miłe słowa skierowane do sąsiada o poranku mogą być przyczynkiem do wyobrażeń o namiętnej kopulacji analnej przy śmietnikowej altance (na domiar złego grupowej, oby nie uwzględniającej sąsiadowego wilczura) i „WYKOLEJENIA ZWIĄZKU”, dla innych zdradą nie będzie NAWET ta nieszczęsna analna, grupowa kopulacja przy śmietniku. Każdego boli co innego, każdy gdzie indziej ma granicę, za którą niewinne przechodzi w zbrodnię i każdy ma inne pokłady zaufania. I dlatego niech mi Cosmo nie pisze, że Rafał z księgowości jest dla mnie zagrożeniem, bo JA mam z moją partnerką omówione i ustalone, na co każde z nas, na ten moment wyraża lub nie wyraża zgody, i co uznamy za zdradę, jeśli by miało się wydarzyć. Co więcej, i ona, i ja wiemy, że taką zgodę lub jej brak każde z nas może w dowolnej chwili wycofać lub rozszerzyć, a drugie może powiedzieć „nie” – nie zgodzić się na ograniczenia i NEGOCJOWAĆ. Zawsze i wszędzie. Aż dojdziemy do sytuacji, w której każde z nas będzie wystarczająco zabezpieczone, i choć zapewne wyjdziemy nie raz i nie dwa z naszych stref komfortu, to zawsze mając głębokie przekonanie, że ta druga strona nas nie okłamie, nie zatai ważnych dla nas informacji i będzie wobec nas lojalna.

NIEPEWNOŚĆ W ZWIĄZKU TO TEŻ WARTOŚĆ

I tak też należy, moim zdaniem w związkach postępować: ustalić co możemy, a na co nie powinniśmy sobie pozwalać. Poinformować partnerów/ki, co nas rani, co nas boli, co sprawia nam przykrość i poprosić o ich opinie na ten temat, o określenie, czy są w stanie powstrzymać się od raniących nas działań, czy też nie. I niestety, być gotowi na to, żeby poradzić sobie z odpowiedzią odmowną. Fajnie jeśli będzie ona brzmiała tak: Kochanie, nie chcę przestać robić tego, co Cię rani (np. spotykać się z moim przyjacielem, o którego jesteś zazdrosny), ale zastanówmy się, co możemy, Ty, ja, wspólnie zrobić, żeby moje z nim spotkania były dla Ciebie jak najmniej bolesne. Uczmy się radzić sobie z zazdrością, ale także budować zaufanie. Bo pamiętajmy, że nasza zazdrość jest często mieszanką zaniżonej samooceny (ten ktoś jest więcej wart niż ja) i braku zaufania do partnera (on/ona na pewno skorzysta z okazji), więc zabranianie i wyeliminowanie przykładowego „przyjaciela”, którego się obawiamy daje jedynie chwilową ulgę. Bo Ci „przyjaciele” będą się mnożyć na potęgę, a też w najmniejszym stopniu nie nauczymy się zaufania, bo jak mamy ufać, skoro nie ma czynnika ryzyka?

ZAUFANIE JEST JAK WIARA – NIE ISTNIEJE GDY MAMY PEWNOŚĆ

Gdy jestem pewien/pewna, nie muszę ufać, bo przecież WIEM. A ponieważ w dzisiejszym świecie nigdy nie mogę być pewien, czy pewna (chyba, że „złotą klatkę sprawię mu”, będę wszystko sprawdzać i kontrolować), to obsesja będzie rosła i w końcu zabije związek. Nie wspominając o nabywaniu pewności siebie, bo przecież jeśli on/ona chce być ze mną, pomimo tych wszystkich oczywistych pokus, to może jednak ja jestem coś niecoś wart(a).

zdrada, poradnik

A gdy nie możemy zaufać? Albo, gdy negocjacje nie przynoszą efektów? Ona chce utrzymywać kontakt z byłym, podczas, gdy Ty szalejesz z zazdrości i żyły chcesz sobie podciąć na samą myśl o ich choćby najbardziej niewinnym spotkaniu? Wyjścia są dwa: można się rozstać i wbrew pozorom czasem to jest najlepsze wyjście z sytuacji, gdy różnice między partnerami są tak diametralne, że nie można znaleźć umowy satysfakcjonującej obie strony (na przykład, gdy partnerzy mają jednoznacznie różne podejście do kwestii monogamii), albo poszukać pomocy na zewnątrz. Zwrócić się do terapeuty par, seksuologa, sex coacha, mediatora – mając do dyspozycji perspektywę z zewnątrz większość problemów staje się łatwiejszymi do rozwiązania.

PIOTR CYWIŃSKI
trener seksualności
Instytut Pozytywnej Seksualności

PRZYPISY

1. kobieta.pl za Men’s Health: www.kobieta.pl/artykul/mikrozdrada-co-to-jest-zdrada

projekt: anita wasik | realizacja: sgiti | queer sex shop Kinky Winky | © Wszelkie prawa zastrzeżone