sex shop, wibrator, dildo, wibratory dla kobiet
sex blog erotyczny
AKTUALNOŚCI
PORADNIK
PROMOCJE
TESTY AKCESORIÓW
PORNOGRAFIA ALTERNATYWNA
WYWIADY
NASZE QUEERONATY
opinie, seks shop

Najpiękniejsze słowo w seksie – dla kochanków idealnych (albo prawie)

Mieczysław Fogg śpiewał jakiś czas temu, pieszcząc uszy naszych kochanych babć, a na koncertach, czy recitalach, to nawet i oczy, że „Miłość, to najpiękniejsze słowo świata”. Jeśli wczytać się w memy na fejsbuku, głoszące odwieczne prawdy i edukujące nas wyrwanymi z kontekstu cytatami, jak żyć, kochać, się kochać i utrzymać chłopa lub kobitę, to od czasów Fogga (ktoś w ogóle wie kto to taki?) nic się pod tym względem nie zmieniło. Mimo, że minęło już prawie sto lat „miłość” święci triumfy, jak by czas się jej nie imał. I nie ma znaczenia, że w tym czasie psychologia udowadnia nam, że miłość to stan umysłu jakby otępionego końską dawką narkotyków, że w stanie zakochania podejmujemy same, albo prawie same nieracjonalne decyzje, że stan zakochania w zasadzie trwa tylko od 3 miesięcy do półtora roku, a potem to już tylko szarość i mizeria. Reproduktorów fejsbukowych sloganów nie powstrzymuje nawet bezsporny fakt, że w dobie globalizacji, kiedy na każdym kroku spotykamy się z osobami innej niż polska narodowości, a związków wynikających z tych spotkań też jest co niemiara, owo słowo - „miłość” - staje się wręcz koszmarem. Nie dość, że dla obcokrajowca jest prawie nie do wymówienia, to nawet, jak ktoś spróbuje, to zapewne wybełkocze same es-zety i ce-zety. Jak gnieciona gazeta, no po prostu - koszmar.

Najpiękniejsze słowo w seksie

ALTERNATYWA DLA WYŚWIECHTANEJ „MIŁOŚCI”

Tymczasem istnieje takie słowo, które w naszym języku funkcjonuje od zawsze, jest nieodmienne, składa się jedynie z trzech liter, żadnych tam „ą”, czy „ę”, więc każdy Anglik, czy Amerykanin poradzi sobie z nim, a i łatwo zapamiętać zarówno uchem, jak i okiem. Co więcej, ostatnio jest bardzo modne, bo wybitnie często pojawia się na różnych plakatach i transparentach podczas manifestacji w słusznych i mniej słusznych sprawach, a też coachowie i liderzy samorozwoju uczą nas używać go, choć czasem w nie do końca, moim przynajmniej zdaniem, właściwy sposób.

A słowem tym jest: NIE. I to właśnie ono sponsoruje dzisiejszy artykuł. Bo choć popularne i piękne, to mamy z nim, zwłaszcza w relacjach, w życiu intymnym, seksualnym, jakiś nie do końca zrozumiały problem. A przecież tylko dzięki właściwemu jego użyciu i zrozumieniu jesteśmy w stanie stworzyć związek, nawet krótkotrwały – tak powiedzmy piętnaście minut bez gry wstępnej – w którym będzie miejsce na najważniejszy element decydujący, czy będziemy ten związek wspominać z uśmiechem, czy niesmakiem – poczucie bezpieczeństwa.

PROBLEMATYCZNE „NIE”

Niezależnie od tego, czy jesteśmy mężczyzną, czy kobietą w naszym odbiorze NIE są pewne uwarunkowania, których wyuczyliśmy się w dzieciństwie i są w nas dość silnie umacniane w toku nauki, życia, w pracy. Pamiętacie, jak gdy byliśmy dziećmi, nasi rodzice odmawiali nam czegoś, czego tak strasznie chcieliśmy? Po pierwsze oni zawsze byli górą. NIE od rodziców, może nie zawsze było NIE ostatecznym, ale w zależności od sposobu wychowania, zawsze pochodziło z góry, większej, bądź mniejszej. To zawsze było NIE od autorytetu, od osoby, która jest ważna, i która zawsze będzie mocniejsza i silniejsza od nas. Ale jednocześnie od osoby, którą kochamy. I tu pojawiał się dysonans – ni stąd, ni z owąd nasz największy opiekun, ostoja, obiekt miłości i przywiązania, mówi, że nie będzie nowego samochodu (zabawki), cukierków, czy zabawy przed snem. Obiekt naszej miłości stawia przed nami granicę nie do przebycia, a przecież my tak bardzo chcieliśmy tych cukierków. U dziecka w takiej sytuacji pojawia się dość oczywista złość, którą rozsądny rodzic zrozumie, ale i załagodzi właściwym wytłumaczeniem motywów swojego postępowania. Pokaże, że jest zdecydowany i konsekwentny, ale nadal swoje dziecko kocha i szanuje. Niestety wielu dorosłych nie zaprząta sobie głowy wyjaśnianiem, tylko kwituje dziecięce „dlaczego” stwierdzeniem „NIE, bo NIE”. A dziecku? NIE dorosłego kojarzy się ze złością, przykrością, zawodem i niespełnionym marzeniem, zamiast z rozsądnym postawieniem granicy. I w dorosłym życiu również, NIE kojarzy się nam często z niesprawiedliwością, odmową i odebraniem nam czegoś, co chcieliśmy dostać (jak dzieci), choć przecież tak absolutnie nie powinno być. Zamiast (już jako dorośli) być wdzięczni rodzicom, że uczyli nas jak stawiać granice i przyjmować odmowę, my wciąż traktujemy NIE, jako niezgodę wymierzoną w nas, a co gorsza może nawet jako upokorzenie. Boli, choć nie powinno. A jeszcze bardziej boli, gdy w sytuacji odmowy zostaniemy pozostawieni bez wyjaśnienia jej motywów. NIE, bo NIE z ust partnera boli tak samo, jak rodzica – krzywda, niesprawiedliwość i złość.

Jeśli tego jeszcze mało, dorzućmy trochę problemów z komunikacją w seksie i sprawach łóżkowych. Tutaj NIE potrafi urosnąć do monstrualnych rozmiarów. Wstyd jest w stanie zatłuc każdą rozsądną formę komunikacji, nic więc dziwnego, że skoro, na przykład krępujemy się poprosić o seks oralny, bo „co on/ona sobie o mnie pomyśli”, to jak już przemieli się to przez nasz skrępowany umysł i wydukamy, że może by spróbować i jednak tam, ten tego, językiem, albo może ustami, to odmowa – zwłaszcza ta milcząca, bez uzasadnienia – jest jak policzek. I wywołuje napięcie, zacięcie i konflikt, którego można było by łatwo uniknąć, gdyby tylko NIE potraktować, tak jak na to zasługuje.

RĘKOJMIA BEZPIECZEŃSTWA

Załóżmy sobie na chwilę sytuację „utopijną” – absolutnie niemożliwą do zrealizowania w prawdziwym świecie, ale na potrzeby naszego eksperymentu seksualnego wygodną: spotykają się on i ona, nie myślą za bardzo stereotypowo (trochę tak, ale nie za bardzo). Lubią seks i oboje mają na tyle pewności siebie, żeby się tego nie wstydzić – on nie boi się, że ona weźmie go za „babiarza”, ona nie boi się, że on uzna ją za „łatwą”, on ma trochę brzuszka i mizerne umięśnienie - tak ok. 3 WA (WA – woodyallen, jednostka miary ilości tkanki mięśniowej u mężczyzn), ona trochę rozstępów i relatywnie krótkie nogi, ale też oboje wiedzą, że nie zmienią tego. Może nawet i mogliby, ale im się po prostu nie chce – jak drugiemu się nie spodoba, to trudno. Spotykają się w… no niech będzie na imprezie u wspólnych znajomych. Od słowa do słowa ustalają, że przeniosą się do niej. Scenariuszy, w których on lub ona mogą powiedzieć NIE jest nieskończenie wiele. Ona może stwierdzić, że przeprasza, ale zmieniła zdanie i seksu nie będzie, na co on powie „Trudno, ale fantastycznie się z Tobą rozmawiało, może miałabyś ochotę na kolejne spotkanie?”. On może powiedzieć, że nie czuje się na siłach na penetrację, a ona zapyta, czy w takim razie wzajemna masturbacja będzie ok, a może każdy sobie, ale na siebie popatrzą? On zapyta, czy lubi seks analny, a ona odpowie, że owszem bardzo, ale raczej wolałaby to zrobić, jak i, jeśli lepiej się poznają. Albo, że nie lubi, ale skoro o tym mowa, to nie ma nic przeciwko temu, żeby zająć się jego anusem. W każdym z tych i miliona innych scenariuszy tego spotkania powtarza się kilka elementów, które powodują, że NIE jest zarówno wypowiadane, jak i rozumiane, tak jak powinno:

  • oboje mają zdrową ilość dystansu do siebie samych - żadne z nich nie zakłada, że NIE oznacza, że coś z nimi samymi jest nie tak;
  • oboje mają oczekiwania, ale nie wymagania, cieszy ich zgoda, ale nie złości odmowa;
  • oboje dążą do tego, żeby każdemu było miło i przyjemnie - każde z nich zakłada, że NIE jest granicą, którą wyznaczyła ta druga strona i poza nią przyjemność zniknie, naciskanie nie ma sensu, bo zniszczy obopólną radość z seksu;
  • oboje są dla siebie życzliwi i darzą się szacunkiem, na jaki zasługują, szanują decyzje, w tym te poprzedzone NIE;
  • oboje wiedzą, że NIE nie odbiera im niczego, tylko pozwala partnerce/partnerowi NADAL czuć się z nami bezpiecznie i swobodnie.

I tu właśnie jest clou programu! Utopia? Oby nie – choć niestety takie sytuacje są niezmiernie rzadkie, bo do łóżka idziemy najczęściej obarczeni bagażem wielowiekowych mitów, stereotypów i uprzedzeń. Kończymy zatem z „Utopią” i wracamy do Polski. Dla dobrych kochanków, tak mężczyzn, jak i kobiet jednym z najważniejszych elementów każdego rendez vous są OBOPÓLNE: przyjemność i radość z seksu. Naprawdę tak jest: dla zdrowych, rozsądnych ludzi radość i satysfakcja tej drugiej strony jest porównywalnie istotna do własnej. A nie ma mowy o przyjemności, wyluzowaniu, pozostawienia świata gdzieś za sobą bez poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza w sytuacji łóżkowej, w której przecież odsłaniamy się (nie tylko fizycznie) bardziej niż w większości innych. Nie ma przyjemności bez poczucia bezpieczeństwa – tego psychicznego, które pozwoli nam się odsłonić przed drugą osobą bez obaw o wyśmianie, czy naruszenie granic. Bez poczucia bezpieczeństwa, które oparte jest co prawda o naszą wewnętrzną siłę, ale też zapewnione przez tę drugą osobę - która nie tylko uszanuje nasze granice, ale też określi swoje. Dzięki temu będziemy mogli w każdej chwili powiedzieć NIE nie czując się z tego powodu źle, i nie obawiając się reakcji partnera lub partnerki, no i liczyć na to, że on/ona też powie NIE, dzięki czemu my będziemy mogli czuć się naprawdę swobodnie dopóki tego NIE nie usłyszymy. A jak usłyszymy – podziękujmy, bo dzięki temu NIE możemy dalej bawić się w nowych granicach, bez ryzyka, że komuś sprawimy przykrość, czy nieświadomie wyrządzimy krzywdę – niestety najczęściej psychiczną.

Dla dobrych, szanujących i siebie i innych kochanków NIE jest gwarantem bezpieczeństwa, dowodem siły, umiejętności stawiania granic, świadomości seksualnej i zaufania – to naprawdę najpiękniejsze słowo w seksie.

APPENDIX” INNE ZASTOSOWANIA SŁOWA „NIE”

Do łóżka, nie łudźmy się, żyjemy w tym kraju, w tych czasach, zawsze wchodzimy z miliardami uprzedzeń, stereotypów, lęków i kompleksów. Dlatego tej drugiej stronie trzeba dać pewność, a przynajmniej przekonanie, że pomimo obaw, które się w niej pałętają – czasem mniejszych, czasem większych NIE będziemy oceniać, NIE będziemy myśleć stereotypami, NIE wyśmiejemy, NIE skrytykujemy, NIE pozostawimy pytań bez odpowiedzi, NIE będziemy porównywać, NIE będziemy dyktować warunków, NIE zdominujemy na siłę, ale też NIE będziemy leżeć i czekać na ruch partnera. Ta pewność, czy też samo przekonanie pozwolą im czuć się bezpiecznie i w pełni oddać cielesnym igraszkom i z poczuciem spełnienia pójść do domu, albo zostać na noc - jak komu wola i ochota.

PIOTR CYWIŃSKI
trener seksualności
Instytut Pozytywnej Seksualności

projekt: anita wasik | realizacja: sgiti | queer sex shop Kinky Winky | © Wszelkie prawa zastrzeżone